niedziela, 22 maja 2011

Wdychanie smaków i skłon do poziomu IQ ałtoreczki

 Cóż jako,że mamy wiele do roboty i nie wiele czasu oraz problemy techniczne Narkomanka nie będzie brała udziału w tej i dalszych analizach(nie licząc pierwszych kilku zdań).Może jeszcze kiedyś się odezwie.Jak na razie pozostanę sama w najgłębszych czeluściach swojego pokoju.Jednak dobra wiadomość jest taka,ze zastąpi ją Mops.

Idżoj [*]



Po chwili, dotarli do zamku Legolasa. Był on duży i z wieloma wieżami strażniczymi. Cały w tonacji jasnej, a dachy w kolorze niebieskim. Otaczało go jezioro, a oprócz tego, wszędzie drzewa, krzewy i kwiaty.
Po czym poznać,że aŁtoreczka tylko i wyłącznie oglądała film.Po tym,że opisując zamek Thranduila podaje: piękne dachy i jezioro.Owszem drzewa były,ale na powierzchni.Mało,która aŁtoreczka wie,że ów zamek znajduje się POD ziemią.
była na ziemi i opisuje zamek ,który znajduje się pod ziemią .. -,-'
- Piękny - szepnęła cicho Sandra.
- Tak - przytaknął jej Legolas. - Nie pamięta nikt ile ma już lat.
znaleźć architekta - on powinien wiedzieć ;)
Nie zabijali ich pewnie jak w Egipcie.

Tak dawno był wybudowany... Jednak w świetle słońca wygląda o wiele bardziej... hmm... magicznie.
W świetle słońca piękny zamek.
Oh jak on się prezentuje.
Ktoś tam znów prowadzi damę.
Choć pod ziemią się znajduje. 
Sandrze na słowo "Słońce" pociemniały oczy.
takim stopniu?
Nie pamiętała jak ciepłe są jego promienie, nie poczuje tego nigdy więcej.
- Chodźmy - powiedział po krótkiej chwili elf.

Przeszli most zwodzony, dotarli do brązowej bramy i posterunku straży.
- Kto idzie? - spytał jakiś nieprzyjemny głos.
- Książę Legolas.
Rozległ się dźwięk nienaoliwionych zawiasów, otworzono bramę.
 Nie lepiej napisać,że zgrzyt albo coś? narządem wzroku Widać,że osoba pisząca czyli aŁtorka może aczkolwiek widać,że musi używać całych zdań złożonych podrzędnie lub nadrzędnie do opisania jednego lecz możliwie w niektórych przypadkach zbędnego wyrazu.
- Wybacz mi, panie - skłonił się przed nim elf.
- Nic nie szkodzi, Merwenie - Legolas lekko się uśmiechnął. - To tylko oznacza, że dobrze wykonujesz swą pracę.
- Panie... - elf skłonił się jeszcze niżej.
Do poziomu IQ aŁtoreczki.
Ty nie wiesz co to IQ ^^
=.=''
- Chodźmy dalej - Legolas wyciągnął dłoń do Sandry. Po chwili wahania uścisnęła ją.
-Cześć,jestem Sandra,a ty?
-No heloł mam na imię Legolas.
Ku zdumieniu straży, poszli dalej. Dotarli na duży brukowany dziedziniec. Było tu pusto, wszyscy pewnie już spali.
- Legolasie! - powiedział jakiś głos.
Odwrócili się obydwoje i Sandra zauważyła starszego jegomościa ubranego w biel.
- Gandalfie, jeszcze nie śpisz? - elf podszedł do staruszka.
- Czekaliśmy na ciebie z ojcem, musimy porozmawiać... - urwał i spojrzał na Sandrę.
 Urwał zdanie i co? 
I ręka,noga,mózg na ścianie.
- Kto to?
- To jest Sandra. Znalazła się tu przypadkowo.
Gandalf podszedł do niej, a ona dygnęła lekko przed nim.
- Jak się tu dostałaś? - popatrzył na nią uważnie.
- Przez portal w lesie.
- Rozumiem - powiedział powoli. - Co tu będziemy stać. Wejdźmy do środka i wszystko mi opowiesz.

Szli przez różne kręte korytarze, aż dotarli do dużej sali. Na jej końcu siedział mężczyzna, w długich blond włosach, które pasmami opadały mu na plecy.
Za pierwszym razem przeczytałam.że włosy mu plecy oplatały.
Ach,nie ty jedna.
Z pozoru wyglądał na około 40 lat.
Tak na prawdę to miał 4.
- Legolasie!
- Ojcze! - Legolas ukłonił się przed ojcem.
- Gandalf ci mówił, że musimy porozmawiać?
- Tak, naturalnie.
- Ale z kim przychodzisz? - tu zwrócił się do Sandry.
- To jest Sandra - powiedział Gandalf. - Przeszła przez portal.
- Rozumiem - władca popatrzyła na Gandalfa. - Nie sądziłem, że aż tak to jest poważne.
- A co się stało? - w oczach Legolasa zabłysła czujność.
To pewnie jakaś metafora...a agresja pewnie sygnalizuje swoją obecność wielkimi czerwonymi prostokątami.
- Porozmawiamy potem, a teraz zajmiemy się naszym gościem.
- Ja... nie chciałabym robić kłopotu... - zaczęła niepewnie Sandra.
- Ależ cóż to za kłopot. Zaraz znajdziemy ci jakąś komnatę.
- Ale Sandra mówiła, że chciałaby ciemne miejsce, prawda?
- Jeśli by to nie sprawiło kłopotu.
- Oczywiście, że nie. Anayo! - zawołał elf.
- Tak, panie? - do sali weszła piękna elfka. Miała długie czarne włosy i niebieskie oczy.
- Chciałbym, żebyś dotrzymywała towarzystwa Sandrze.
- Oczywiście - skłoniła się. - Możemy iść? - zwróciła się z uśmiechem do Sandry.
- Tak.
Skłoniły się i opuściły komnatę. Skierowały się na lewo. Szły długim korytarzem, który nie wiadomo, gdzie się kończył. Zeszły jeszcze po kilku schodkach i dotarły do dębowych drzwi
Przecież nie wiadomo gdzie się kończył.To szły przed siebie Bóg wie jakim korytarzem i dotarły na miejsce...Muszę spróbować kiedyś w praktyce.
Nie mopsie,one nie szły Bóg wie jakim tylko długim korytarzem.Wczytałbyś się czasem. 

- Tutaj jest najciemniejszy pokój w zamku króla Thranduila - wskazała na klamkę.
- A... dziękuję - Sandra nacisnęła klamkę i weszła w czarną czeluść. Rozejrzała się dookoła, jej oczy były przyzwyczajone do ciemności. Wszędzie walały się jakieś papiery, jednak ogólnie było tu czysto.
 Wszędzie się walały papiery jednak...wszędzie było czysto.
Pod ścianą stało łóżko, trochę zjedzone przez mole i korniki, ale nadawało się jeszcze do użytku.
Hmm...ciekawe co rozumie przez słowo "trochę" .TO też może być trochę,a przeszkadza całej Polsce.
- Kiedyś tu mieszkał jeden z naszych bibliotekarzy, zwykły śmiertelnik. Nie pożył długo, ale już tu nikt nie wchodził. Czasem tylko Gandalf tu przychodzi i dlatego brak tu kurzu i pająków. - powiedziała Anaya zapalając świecznik.
- Dziękuję - Sandra uśmiechnęła się do elfki.
- Nie ma za co, a teraz wybaczysz, ale udam się na spoczynek.
- Naturalnie, dobranoc.
- Dobranoc - Anaya opuściła pokój, jeśli tak go można nazwać.
 Nie nie można,to będzie zdrada stanów,zabić ją,zabić! Na stos ją! 
Po tym wyczerpującym dialogu nie mam siły na jakikolwiek konstruktywny komentarz 


Sandra ściągnęła kurtkę i usiadła na łóżku. "Co ja tu robię?" myślała, przecież, gdyby nie ten portal, to teraz byłaby gdzieś przy węgierskiej granicy.
 
Skąd ona kurwa wzięła węgierską(C) granicę idąc z Hiszpanii(A) do Francji(B)

Ach, ta jej ciekawość. Daje znać o sobie w niewłaściwych momentach.
Mnie jeszcze bardziej to wszystko ciekawi.
A mnie jakoś przeszło.
Bo nie było cię przy poprzedniej analizie.
Ale wszystko przeczytałem.
No to chyba że.   

Nagle do jej pokoju wszedł Gandalf:
- Musimy porozmawiać!
- Dobrze - przytaknęła Sandra.
Gandalf zamknął drzwi i usiadł na czymś, co przypominało krzesło.
Przypominało.To znaczy wyglądało mniej więcej tak?
Albo ewentualnie tak. 
- Opowiedz mi kim jesteś i skąd się tu wzięłaś.
- Nazywam się Sandra di Sale i jestem wampirzycą. Jestem z Francji. Tu dostałam się przypadkowo, spacerowałam po lesie, gdy otworzył się portal. Weszłam do niego i znalazłam się tutaj.
- Ale powiedz mi kim jest "wampir"?
- Jesteśmy istotami prawie nieśmiertelnymi.
- Jak to prawie?
- Bo zabić może nas światło Słoneczne, dlatego poprosiłam o ciemną komnatę. Jesteśmy też dlatego aktywni nocą, w dzień śpimy.
- A pożywienie?
- Żywimy się... krwią... ludzką krwią...
- Rozumiem - Gandalf zamyślił się. - Więc jesteś teraz w niebezpieczeństwie - podjął wątek. - Tutaj nie ma nikogo takiego.
- Właśnie i dlatego chcę wrócić do domu.
- Obawiam się, że to niemożliwe. Orkowie, nasi wrogowie, knują jakiś spisek. Ich przywódca, zaczął bawić się magią i niechcąco w jakiś sposób stworzył portal, przez który się tu zjawiłaś.
Ręka mu się omsknęła.
Jaki idiota bawi się magią? Równie dobrze mógł się piłą mechaniczną pobawić.

- Zostanę tu na zawsze? - spytała zdumiona Sandra. - Z resztą, teraz to i tak nie ma znaczenia, umrę.
- Możesz żywić się orkami - podsunął wspaniałomyślnie Gandalf.
- Z całą pewnością.
- Rób jak uważasz - czarodziej wstał z krzesła. - Porozmawiamy jutro.
- Dobrze, dobranoc.
- Dobranoc - Gandalf wyszedł, a Sandra zaczęła chodzić po pokoju, nie wiedziała co zrobić. Może rzeczywiście ostatnią deską ratunku są orkowie? Elfy są piękne i szlachetne, nie może ich tknąć. Tak, od jutra zacznie się polowanie na orków.
Krucjata!
Podeszła do okna i zasłoniła je szczelnie zasłonami
A ja naiwny ciągle myślałem,że ta komnata to gdzieś w piwnicach. Okno w piwnicach?

Po chwili ułożyła się w dogodnej pozie na częściowo zjedzonym łóżku i zasnęła.
Następnego dnia przy śniadaniu panowała ciężka atmosfera. Gandalf powtórzył Thranduil'owi całą rozmowę z Sandrą. 
Apostrofy jak widzę często są uwzględniane w takich sytuacjach.
A kiedy mają być użyte jak nie teraz?
Król nie wiedział, co ma o tym myśleć. Wampir... istota żywiąca się krwią. Co teraz?
- Myślę, że ona musi odejść - powiedziała czarnowłosa elfka. Ubrana w lśniącą zbroję była przywódcą straży.
- Racja. Stanowi dal nas zagrożenie - blond włosy elf odłożył sztućce. - I do tego dziwnie się... ubiera.
- Ona nie jest groźna - zabrał głos Legolas nie zwracając uwagi na słowa elfów.
- Synu, nie znasz jej - Thranduil spojrzał na Legolasa.
- Może i nie, ale jestem pewien, że nic nam nie zrobi. Ma swój honor i dumę. Nie byłaby zdolna do takiego czynu.
- To tylko twoje zdanie - król był nieugięty. - Skąd możesz wiedzieć co może zrobić w nocy? Zakradnie się do twoich komnat i [zgwałci cie] zapadniesz w wieczny sen bez marzeń.
- Właśnie! - reszta podwładnych popierała głos swojego władcy.
- Posłuchajcie - zaczął Gandalf - wu tu się kłócicie, a orkowie coś knują w Mordorze. 
Wu tu? Chodzi ci o voodoo.
Myślę, że w pierwszej kolejności trzeba zająć się tą sprawą.
- Ależ Gandalfie! - krzyknął król. - Nasze życie jest w niebezpieczeństwie, bo jakiś krwiopijca mieszka u mnie w zamku!
- Spokojnie - powiedział Gandalf. - Masz trochę racji, ale sądzę, iż ona może się nam przydać.
- Do czego? Umie walczyć? - prychnął Gilangel, doradca i prawa ręka Thranduila.
Diablico nie interpretuj tego zdania zbyt dokładnie!
Ala jak ktoś może być ręką? 
- Nie wiem, ale wątpię w to. Wystarczy ją tylko nauczyć tej sztuki. Mam tu na myśli strzelanie z łuku i posługiwanie się mieczem. Z resztą, sama powiedziała, że będzie żywić się krwią orków.
W jadali rozległ się pomruk niezadowolenia i niesmaku.
Szczególnie niesmaku...
- Mimo to, trzeba być ostrożnym. - mruknął Thranduil.
- Ona nie jest groźna - powtórzył Legolas, a w jego oczach zabłysła złość.
O tak właśnie tak.
- Dobrze, Legolasie. Skoro tak jesteś jej pewien, zostawiam Sandrę pod twoją opieką, a Gandalf będzie ci pomagał.
Legolas skinął w odpowiedzi głową i upił łyk naparu z mięty.
Jesteś piernik czy tik-tak?
Nastała chwila ciszy. Jedynym dźwiękiem, był odgłos sztućców. Nagle Thranduil wstał z krzesła, pożegnał wszystkich i odszedł w stronę swoich komnat.
Przebywał w kilku komnatach jednocześnie.

Późnym popołudniem Legolas przechadzał się po lesie. Wdychał całą piersią wszystkie jego smaki zapachy.
Wdychał wszystkie smaki lasu.
Muszę się do niego na praktyki zapisać.Ciekawe czy to jakaś podręczna specjalność.
Zapewne...
Przyroda tętniła życiem. Przez korony drzew prześwitywały promienie słoneczne. Nieśmiało dotykały osobę elfa.
Korony drzew mam rozumieć O.o
Dotarł na polanę. Tą samą, gdzie spotkał Sandrę. Podszedł do krzaka gdzie otworzył się portal. Nic tam nie było. Żadnego śladu. Po prostu nic.
A co z tym krzakiem?
- Widzę, że też tutaj czegoś szukasz - usłyszał głos Gandalfa.
- Jestem tylko na spacerze - odwrócił się.
- Twój ojciec ma rację, martwi się o wszystkich. Trzeba go zrozumieć.
- Wiem o tym, ale nie wysłuchał tego co miałem do powiedzenia. Uważam też, że powinien porozmawiać z Sandrą osobiście.
- Obydwoje macie rację - czarodziej położył dłoń na ramieniu Legolasa. - Jesteście tak do siebie podobni.
Ojciec i syn? Rodzony? Niemożliwe!!!
- Wiem - elf uśmiechnął się lekko.
- Dzisiejszej nocy będę towarzyszył Sandrze - zabrał dłoń.[z obrzydzeniem] - Wyśpij się i zaczniemy od jutra uczyć ją walki.
- Ale...
- Nie, Legolasie. Chcę z nią jeszcze porozmawiać o... kilku kwestiach.
- Dobrze.
- Cieszę się, że się zgodziłeś. Teraz lepiej już chodźmy. Zbliża się czas kolacji. - i jak powiedział Gandalf tak zrobili. Zeszli z pagórka i w ciszy wrócili do zamku.
Ale ten czas szybko leci niedawno obiad jedli.

Około godziny 22, Sandra otworzyła oczy. Wstała i podeszła do okna. Ostrożnie odsunęła zabezpieczoną zasłonę i wyjrzała przez nią. Na niebie świecił Księżyc, pierwsza kwadra. 
Od kiedy "księżyc" piszemy z dużej litery?
Od kiedy boCHaterka bez zegarka wie ,która godzina.
W okół niego migdały, niczym świetliki, miliony gwiazd.
Co mają migdały do księżyca?
Bo to opis do gwazd.One się ze sobą migdaliły. 
Odwróciła się i rozejrzała się. Nic nie przybyło, nic nie było.
Się,się,było-byłooooooo...o...o...o
Skończ.
Wciąż był ten sam nieład co wcześniej. Odetchnęła i poczuła, że jest głodna.
Wtedy też, ktoś zapukał.
- Proszę!
Do pokoju wszedł Gandalf:
- Witam.
- Dobry wieczór - Sandra skłoniła się.
- Nie kłaniaj mi się. Od teraz będziemy czas spędzać razem. Byłoby to dość krępujące. - z tymi słowami Gandalf zapalił świecę stojącą na biurku.
Krępujące,ciekawe dlaczego...
- Ja... dobrze.
- A teraz rozumiem, że jesteś głodna.
Czuje 'głód'
- Tak - przyznała skromnie.
- Dobrze, a teraz przebierz się w tą suknię - podał jej pakunek. - Poczekam na zewnątrz.
Gandalf opuścił pomieszczenie, a Sandra stała jak osłupiała. Sukienka? Dla niej? Od tylu lat niczego nie dostała, to było takie przyjemne uczucie, dostać coś. Czyżby powrót do "normalności"?
Buahahaha jasne -.-
Otworzyła pudełko i jej oczom ukazała się sukienka.
No wow,kilka linijek wyżej też jest to napisane.
Wyjęła ją. Była piękna, w kolorze ciemnego fioletu. Tak lekka, a w dotyku tak ciepła.
Ściągnęła swoje czarne dżinsy i bluzkę i założyła prezent. Wygładziła ją nieco i stwierdziła, że pasuje idealnie. Widziała to nawet bez lustra, a ponad to wyraźnie podkreślała jej "kobiece" kształty.
Przeczesała jeszcze włosy palcami i wyszła z pokoju.
Wyraźnie podkreślała jej kobiece kształty...i widziała to bez lustra tak? *nieudolnie próbuje zobaczyć cały swój tyłek*

- Dziękuję za suknię - powiedziała Sandra, gdy wraz z Gandalfem weszła w głąb lasu.
- Niestety czarnej nie było. To najciemniejszy kolor jaki Gelandi miała.
- A kto to?
- Szyje ubrania dla elfów.
"Czyli krawcowa" pomyślała Sandra.
Nie szwaczka...jak tak to czytam uważam,że jeśli byśmy wyrzucili wszystkie zbędne dialogi...to nic by nie zostało^^"
- Gdzie idziemy? - spytała już głośnym tonem.
- Na polowanie,
- Nie rozumiem.
- Jesteś głodna, prawda? - spytała Gandalf, na co Sandra przytaknęła mu głową. - Właśnie, więc idziemy zapolować na orków.
- Tak we dwójkę? Przecież są niebezpieczni.
- Dasz sobie radę. Zaczaisz się na jakiegoś w cieniu drzew i... się posilisz.
- Powiedz, dlaczego mi pomagasz? - przystanęła.
- Bo sama tutaj nie przetrwasz - czarodziej odwrócił się do niej. - Nie znasz tego miejsca, a poza tym zbliża się kolejny powrót orków. Czuję, że w jakiś sposób nam się przydasz.
- W jaki? - Sandra już nic nie rozumiała.
Już,a może jeszcze?
- Jeszcze nie wiem - Gandalf się zamyślił. - A teraz chodźmy - uśmiechnął. - Przed nami długa droga.
Morsie żyjesz?
...jeszcze... 



KONIEC! Nareszcie koniec oczekiwany jak mniemam przez wszystkich.....
Analizowali
mówiąca zdaniem złożonym,które było by zbędne Diablica
nie chętnie czytająca to opko i żegnająca wszystkich Narkomanka
oraz nowo przybyły,już zmarnowany Mors

niedziela, 10 kwietnia 2011

Do Paryża przez Hiszpanię w lesie węgierskim


Oto ja Diablica znalazłam coś ciekawego. Otóż to coś jest kolejnym chujnym blogiem ,któremu przyznaje się tytuł słitaśnego blogaska z opkami...nie wiem jak to wam powiedzieć. Z jednej strony mamy wojnę francusko-hiszpańską ,a z drugiej atakuje nas Śródziemie. Piękne opko znalezione jest mieszanką wampirów, elfów i PRAWDZIWYCH wydarzeń...może nie tyle co prawdziwych lecz zgadzających się z rzeczywistością.

Tę mieszankę znajdziecie Tutaj.

Analizowały: Diablica i (w napadzie dzikiej furii) Narkomanka


Opko:


Był 18 październik roku 1807. Wojska francuskie wkroczyły do Hiszpanii, gdzie pewna uboga rodzina zatrzymała się na nocleg. Wracali do rodzinnego Paryża. Niestety natrafili na bitwę o Hiszpanię.
Bo przecież nikt ich nie ostrzegł o wojnie prawda?
To taki spontan.
Wiele osób straciło przy tym życie.[*]
Armaty odzywały się co chwilę, dźwięk rabinów przyprawiał o ból głowy.
 Rabiny tak głośno plotkowały na temat gadających armat,że aż głowa bolała.
To przez ich wysoko donośny piskliwy głos.
Wszędzie słychać było krzyk ludzi.
Dym zasłaniał widoczność.
inaczej powiedziane; Była mgła.
W penym momencie nastała cisza... o kurwa !
- Mamo! Mamo! Gdzie jesteś? - krzyczała 17-letnia brunetka. 
która była blondynką.
- Sandro... [znów nie posprzątałaś pokoju, nie pozmywałaś naczyń i nie wyniosłaś śmieci] - dobiegł ją z prawej strony szept rodzicielki.
Rodzicielki O.o Matko...właśnie!Matka by tu bardziej pasowała,ale co ja tam wiem.
- Mamo! - podbiegła do niej. - Co ci się stało?
- Kochanie... To koniec... Idź i ratuj się... Ja... - przełknęła ślinę.[ i z trudem powiedziała do tej taniej dziwki]- Kocham cię... [dziwko oj to znaczy] Sandro.
- Mamo! Mamo! - zawołała Sandra.  
po co ją woła jak jest obok niej !?
 - Nie zostawiaj mnie tutaj - zaczęła płakać. - Nie teraz. [gdy jestem w ciąży]
Nagle usłyszała odgłos zbliżających się ludzi.
Skradali się tak głośno ,że nawet głuchy by usłyszał.
Przestraszona zabrała sakiewkę z pieniędzmi i skryła się w ruinach zwalonego domu.
Ten dom musiał wyglądać tak .I musi mieć odmienne gusta skoro twierdzi,że jest zwalony.Ja wiem,że nie każdy chciałby w takim mieszkać,ale mogła użyć mniej ostrych słów.
- Tu wszyscy nie żyją - odezwał się jeden z żołnierzy francuskich.
- Racja. Chodźmy dalej. - odeszli.
nie wiedziałam ,że Francuzi mówią po polsku.
Sandra poczekała jeszcze chwilę i wyszła z ukrycia. Podeszła do ciała matki i złożyła na jej czole ostatni pocałunek.
Na czole matki smętnie zwisał pocałunek.
To samo zrobiła z ojcem i młodszą siostrą.
jebana ,to się nazywa KAZIRODZTWO !
CO ona zrobiła ojcu i siostrze?Dobiła ich?
Wstała i rozejrzała się wokół, wszędzie były ciała, nikt nie przeżył oprócz niej. Dar czy przekleństwo? 
Jedno i drugie.
coś w tym stylu !? Dar Przekleństwo
Tego nie wiedziała, ale czuła, że musi uciekać stąd jak najprędzej. [weź spierdalaj] Zabrała jeszcze jakieś rozrzucone pieniądze i ciepły czerwony płaszcz jakiejś [zachibernowanej] zamrożnej kobiety:
Francuzi zamrażali wzrokiem. 
- Przepraszam, ale pani się on już nie przyda. - założyła go i postanowiła iść do Paryża.
- a kysz ! mała złodziejko ! a fee !
Niema to jak okraść truposza nie?
Sandra przemierzała obce miejscowości Hiszpanii, ale kierowała się w dobrym kierunku do Paryża. Czasem pytała się przechodniów którędy do Paryża.
z Hiszpanii do Paryża na piechotę.. powodzenia życzę.
Pięniędzmi się nie przejmowała
że czym ? pię co ?
Nie pytaj...
obliczyła, że ma ich dostatecznie, a w nagłym wypadku sprzeda ten kosztowny płaszcz.
Idąc, dużo myślała. 
myślała jak wykonać czynność ,której nie potrafi zrobić. - myślała jak się myśli .
O matko ona MYŚLAŁA.
Czuła się w jakiś sposób odpowiedzialna za śmierć rodziny, w końcu to ona chciała się zatrzymać w Madrycie na postój. Miała wyrzuty sumienia.
i dobrze to wszystko jej wina !
NA STOS JĄ !
Gdy już była przy granicy z Francją,
co ona kurwa motorek w dupie ma wmontowany ,że tak szybko doszła?
Ona szła biegiem.
poczuła czyjąś obecność.  
to Jezus zmartwychwstał.
Było to przy jednej z dróżek leśnych. Nie chciała się zatrzymywać, ale strach "zjadał" ją od środka.
strach ma wielkie oczy ,które pożarł w całości.
Wcinał jej wątróbkę.
Nagle ktoś stanął przed nią, mężczyna. Miał na sobie szytą na miarę ciemną marynarkę
No to stanął "ktoś" czy "mężczyzna".Początek tego zdania mnie zatrważa.
skąd wiedziała ,że była szyta na miarę ?! markowa metka nie wystawała i już ocenia .
z białym kołnierzem, takim jak jego skóra.
czyli był biały ,a ona jest rasistką ! pewnie woli Afro Amerykanin .
Miał taką białą skórę czy to kołnierz był ze skóry ludzkiej.Hmm...to drugie to pewnie ostatni krzyk mody.
Gęste rude włosy związał wstążką.
taką różową z Hello Kitty i zrobił kokardkę.
- Kim pan jest? - zapytała.
Nieznajomy okrążył ją i stanął za nią. Ściągnął kaptur z jej głowy i odsunął długie włosy. Na nic nie czekając, zanurzył białe kły w jej młodej szyi.
To Jezus był wampirem ;O ?
Nie miała siły by sie bronić.
No przed siłą wyższą nic się nie ukryje i nikt nie jest w stanie przeżyć .
Po chwili przestał i szepnął jej do ucha:
- Jeszcze się spotkamy.
Sandra upadła na drogę.

Obudziła się kilka godzin później. Leżała w jakiejś iźbie.
Wytrzeźwień zapewne.
Zgwałcił ją i podrzucił pod bramę od psychiatryka ,a tamci ją przygarnęli . 
Nikogo tu nie było. Chciała wstać, gdy nagle otworzyły się drzwi.
- To ty! - powiedziała na widok "gościa".
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy.
- Czego ode mnie chcesz? - dziewczyna zakryła się kołdrą.
mówiłam ,że ją zgwałcił . biedactwo leży w nie swoim łóżku . afee
- Chciałbym dać ci nowe życie. [zrobić Ci kolejne dziecko.]Nie masz bliskich, nie poradzisz sobie, a ja mogę zagwarantować ci życie wieczne. - mężczyzna wstał i usiadł na łóżku.
Sandra chciała wstać i uciec stąd jak najdalej, ale przybysz ją powstrzymał:
- Posłuchaj, teraz wypiję twoją krew, ale nie pozwolę ci umrzesz.
Na co on jej nie pozwoli? Tego co znajduje się za przecinkiem zwyczajnie nie rozumiem.
Sandra szarpnęła się raz jeszcze, ale on już zatopił kły w jej szyi. Po tym zabiegu czuła się osłabiona i przerażona, zauważyła tylko, jak rozciął nożem własny nadgarstek. 
pewnie była w budynku krwiodawstwa.
Fajny mi zabieg.Z tego co mi wiadomo krew to się w średniowieczu upuszczało jak się chorym było.
Podsunął jej go i rozkazał pić. Sandra zrobiła to co powiedział, nie miała innego wyjścia.
Pijąc krew wampira, Sandra czuła się dziwnie.
Mogła sobie wyobrazić ,że to soczek malinowo-wiśniowy i by się lepiej czuła. - jak w przedszkolu !
Mam przedziwne uczucie,że pijąc jakąkolwiek krew nie czułaby się najlepiej
Doświadczała nowych wrażeń
o tak seks z wampirem coś o czym każda dziewczyna marzy .
i wielu innych rzeczy. Nagle wampir wyszarpnął jej dłoń.
- Dobrze, bardzo dobrze - mruknął. 
 MrrAuŁć 
Sandra spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że widzi wszystko całkiem inaczej.
Naćpała się krwią wampira i widzi do góry nogami.
ten koleżka miał w soczku LSD .. a to brutal.
Dostrzegała rzeczy, których wcześniej nie widziała.
- Czym ja się stałam? [Czarną blondynką w ciele motyla z ogonem psa ,który miauczy.]- spytała przerażona.
- Wampirem, moja droga.  
raczej TANIA
- Czyli, że ty...
- Tak, ja jestem wampirem  
i nie tylko.
Nazywam się Lestat de Lioncourt Jezus I. A ty?
- Ja...? Sandra di Sale.  
sale ? sprzedana !?
ciekawe jak TANIO?
- Dobrze, dobrze. - mruknął znowu. - Jak widzisz, dałem ci nowe życie. Korzystaj z niego jak najlepiej. Jak znajdziesz się w Paryżu, zapytaj o mnie, a póki co, radź sobie sama - z tymi słowami Lestat opuścił izbę i zostawił samą Sandrę, która zrozumiała, że już nic nie będzie jak dawniej.


*~*~*~*~*

Wybiła północ.
Pewna, z wyglądu, dość młoda dziewczyna weszła do jednego z węgierskich lasów.
KURWA ona się teleportuje ,że za każdym razem gdzie indziej w Europie jest !? O,O jakim jebanym cudem po drodze z HISZPANII do FRANCJI (paryża) napotkała się na LAS WĘGIERSKI. ?!
*wraca na początek opka*Dziewczyna szła przez HISZPANIĘ do PARYŻA który znajduje się we FRANCJI,i weszła do węgierskiego lasu O.O zapewne po drodze.
Miała przed sobą jeszcze kilka dni drogi do Paryża.
no z LASU WĘGIERSKIEGO to zapewne w 3 dni dojdzie do PARYŻA.
Szczególnie tym jej biegiem
Była samotna, nie miała już nikogo.
Z resztą, co za rodzina chciałaby mieszkać lub zadawać się z wampirzycą? Tak, z pozoru wyglądająca młoda dziewczyna, miała 200 lat  
na początku opka było ,że jest 17 letnią niewiastą... 
 A no rzeczywiście,że siedemnaście.
Przeżyła je w odosobnieniu, zabijała ludzi, by przeżyć. Nie miała innego wyjścia, inaczej czekałaby ją śmierć. W gruncie rzeczy, obwiniała się za śmierć rodziców i małej siostrzyczki. Gdyby nie ich postój w Madrycie nic by się nie stało  
Pech
Jednak czasu cofnąć nie można, a życie toczy się dalej. Nawet jeśli jest ono nic nie warte.
Dziewczyna zapuszczała się w dzikie [Rawrr!] ostępy lasu. Była tu po raz pierwszy, a czuła się jakby znała to miejsce od lat. Kochała przyrodę, mimo, że noc była jej porą.
Nie rozumiem o co chodzi w tym zdaniu ale okey chyba to jest taki skrót myślowy aŁtoreczki

 Była tu po raz pierwszy,ale...*poddaje się*..też nie czaję tego skrótu.Ona sobie w wypowiedziach skraca jak w drodze nie wiesz? HISZPANIA<===>FRANCJA,ale jeszcze obowiązkowo LAS WĘ
GIERSKI...po drodze oczywiście

oczywiście
Uwielbiała także długie nocne spacery, po sytym posiłku. Parki, lasy, geje
kurwa lesbijka się znalazła
zwykłe miejsca, a tak piękne nocą.
Szczególnością ci geje byli piękni nocą. Czy ona myśli, że oni się na nią rzucą?
Niech wszyscy geje mają się na baczności bo dzika mrochna niewiasta w ciele wampirzycy jest na wolności ,a jej oczy zaspokaja tylko jeden piękny nocny widok – geje spacerujące po lesie .
Wreszcie dotarła nad jezioro. Popatrzyła w wodę i nic nie ujrzała. Pusta.
Jak ta wielka dziura miał być pusta skoro była wodą wypełniona?Aaa,już wiem to ONA jest pusta.
Kiedy ostatni raz przeglądała się w lusterku? 
Tak ponad 200 lat temu.
Nigdy ?
Kiedy ostatni raz widziała zachód słońca? 
 Wczoraj wieczorem 
Dawno, tak dawno, że nie pamiętała dotyku ciepłych promieni słonecznych.
Słońce to gwiazda mająca długie ręce dotykające każde ciało na Ziemi. Afuu.
Nic tylko ciemność i uczucie chłodu.
Rozejrzała się w około.
W co,że niby?
Las tętnił życiem, nocne zwierzęta wyruszyły na łowy. Przyroda tętni życiem, nawet, gdy wydaje się, że wszystko pod osłoną nocy zasypia.
Toż to nawet dziecko wie, że taka sowa to tylko w nocy poluje.

Sowa przed słońcem się chowa,
a słońce przed sową nie.
To doprawdy dziwi mnie. 
Jan Brzechwa
Fejs palm
Spojrzała w górę, na nieosłonięte gałęziami niebo. Lekkie obłoczki odsłoniły księżyc. Była pełnia. W oddali jakaś spłoszona sowa odleciała hucząc donośnie.
Wow w lesie sowę spotkała ; O 
Dziewczyna nie zareagowała na to. Poszła w głąb lasu. Mijała drzewa, krzewy, które rzucały mroczne cienie. mroCHne kurwa MROchNE w pizdu !!!
 Wow...w lesie mijała drzewa,a ja naiwna myślałam, że się domki jednorodzinne mija.
Lekki uśmiech zakwitł na jej twarzy [prędzej powiedziałabym syf zakwitł na jej ryju ale okey], a raczej coś na kształt uśmiechu
No przecież bo bohaterka jest upośledzona i uśmiechać się nie umie.
Coś na kształt uśmiechu wypuszczało pączki na jej twarzy.
Zapomniała co to śmiech i szczęście. Wszystko się zmieniło przez Lestata...
Brzmi jak prostata =.="
I zostawił ją samą, na pastwę losu.
Musiała sama uczyć się wszystkiego
sama musiała wiązać sobie sznurówki - przykre.
Jak zabijać, czego nie robić [sexu z ubogimi] i znajdować najlepsze kryjówki do przespania dnia.
Zastanawiała się co będzie, gdy wreszcie dotrze do Paryża. Jak teraz będzie wyglądało to miasto, www.google.mapa.pl przez tyle lat na pewno doszło do wielu zmian.
Tyle czyli kurwa ile ?
Przez tyle lat? To co, chcecie mi powiedzieć ,że ona przez te 200 lat wędrowała do Paryża O.o
Jak to będzie wrócić do wspomnień, do miejsc z przeszłości? Gwałtownie się zatrzymała i doszła do wniosku, że powrót do tego co było będzie nie możliwy. 
Czytając kilka razy z rzędu to co znajduje się po "że" ogłupiałam. Mała zmiana tego zdania wiele by mi pomogła.
Nie rozumiem tego od „że ”
Ty też...nie dziwię się =.="

Nic nie będzie tak jak kiedyś.
Nagle zerwał się silny wiatr. Opadłe liście zatańczyły wkoło.
Trzymając się za ręce ,klaszcząc Rubika.
Zatańczyły, kumasz czaczę.
Dziewczyna zapięła czarną kurtkę po szyję.
To kiepska jest ja to po szyję mam rajstopy jak mam ważne święto w szkole.
A po uszy to mam tego opka.
Usłyszała dziwny dźwięk, jakby ktoś wrzucił głaz do jeziora. 
Wpadający kamień do jeziora to najdziwniejszy dźwięk na świecie.
Dziwniejszy niż orgazm wiewiórki
Podeszła do przodu i stanęła na pustej polanie. Popatrzyła na prawo coś zaczęło przeświecać przez wysoki krzak leszczyny.
Bez chwili wahania skierowała się tam i stanęła przed małą czarną dziurą, która z każdym momentem się powiększała.
Wessij ją wessij!*marzy*
Ssij ,ssij kurwa ! Ssij !



*niemaskojarzeń,niemaskojarzeń,niemaskojarzeń*
Wreszcie osiągnęła swój największy rozmiar, w sam raz by mogła przejść.
Ale kto ma przejść ta dziura...przez tę dziurę?
Sama przez siebie ma przejść ?

Na to wychodzi.
Dotknęła środka, puste powietrze zafalowało i błysnęło mocne światło.
Dziewczyna cofnęła się z krzykiem i zasłoniła oczy. Widziała jak przez mgłę, jej oczy nie były przyzwyczajone do widzenia w jasnościach. Zamrugała kilka razy i wszystko wróciło do normy.
Hmmm...trzeba wypróbować *świeci sobie po oczach* Ale boli *mruga* To mruganie gówno daje.
Z pewnym wahaniem podeszła znów do portalu. Ostrożnie wsadziła dłoń w czeluść. Nic jej się nie stało. To samo zrobiła z drugą i po chwili znalazła się... w lesie! Tak, w lesie, lecz ten las był inny.
Tak ten naprawdę znajdował się w drodze do Paryża.
Miał w sobie coś... magicznego, jakąś ukrytą tajemnicę.
Zeszła po pagórku, na którym wylądowała. Nie wiedziała gdzie ma iść, pierwszy raz poczuła się zagubiona. 
Bo zawsze korzystała z gogle mapa 
Z GPS-a.
Jedynym pocieszeniem było to, że tu też trwała noc.
Nagle jej dobry słuch wyłapał stąpanie czyiś kroków. Były tak lekkie i ciche, że aż trudne do usłyszenia.
Ale ona je usłyszała
Najciszej jak mogła skryła się za rozłożystym dębem. Czekała w napięciu wreszcie dostrzegła go. Był to młody, wysoki mężczyzna pięknej urody. Szlachetne rysy, długie blond włosy opadały mu wdzięcznie na plecy.
Tak każdy kosmyk pytał się mości Pana czy łaskawie raczy odpowiedzieć na to zacne pytanie ,które brzmi następująco; „czy możemy wdzięcznie spocząć na Twych umięśnionych plecach i barkach ”

*wybucha nie pochamowanym śmiechem*
W niebieskich oczach odbijało się światło księżyca
 Kurwa jak romantyczne.
Rozglądał się po lesie i wdychał jego zapach.
Zapach „lasu” cannabis’owego. hymm… mniam !
Widać było, że też kocha przyrodę i ten las.
Dziewczyna obserwowała go z ukrycia. 
 Podglądała geja 
 No nawet kilka linijek wyżej napisała,że jest piękny.
.Nie widział jej, ale miała wrażenie, jakby wyczuwał jej obecność. Chciała się wycofać, lecz nadepnęła na suchą gałązkę. Cichy trzask rozległ się po lesie.
- Kto tam jest? - spytał blondyn sięgając po łuk i wyciągając strzałę.
Dziewczyna wyszła zza drzewa.
- Kim jesteś? - spytał raz jeszcze.
- Nazywam się Sandra di Sale. I... chyba się tu zgubiłam.
- Skąd jesteś?
- Z Paryża.
- A gdzie to jest? - niebieskooki się zdziwił i opuścił napięty łuk.
- We Francji. - ta rozmowa zaczynała się robić beznadziejna.
Ten dialog jest taki chujny jak to całe opko.
 Na pewno? Wiesz z logiki opka wybił mnie ten las węgierski
- To jak się tu dostałaś?
- Przez portal.  
Mówiłam ,że się suka teleportuje.
- Portal? - zamyślił się. - Chodź ze mną.  
Zgwałcę Cię ale nic Ci nie będzie,
- Nie znam Twego imienia, panie.
Taa.. Panie Boże od razu do każdego nieznajomego mów.-,-'
- Legolas.
- Miło mi poznać - dygnęła lekko tak jak uczyła ją mama.
 We Francji się dyga?W XIX wieku?
przestraszyła się czegoś ,że dygnęła ? tiki ma ?
Jego imienia ^^
- Zaprowadzę Cię do Gandalfa, on będzie wiedział gdzie jest ten... Paryż.
- Ale nie trzeba, panie. Ja... wrócę do domu.
- Przestań z tym "panem". - uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech, prawdziwego uroczego młodzieńca. - Mów mi Legolas.
- Dobrze - Sandra podeszła do niego i spostrzegła, że ma spiczaste uszy. - Masz... dziwne uszy.
- dziwnie wyglądasz.
- też dziwnie wyglądasz.
- a ty masz dziwną koszulę.
- a ty masz dziwną sukienkę.
- a ty masz dziwne oczy.
- a ty masz dziwną twarz.

- Jestem elfem.
- Elfem?  
-a ja dziwką!
- Tak. To najpiękniejsze i najszlachetniejsze osoby w całym Śródziemiu.
- Oo... - Sandra zdziwiła się. Gdzie ona w ogóle jest? Świat jak z bajki i jak teraz wrói do domu. Tak bardzo chciała zobaczyć Paryż.
 Na pewno? Wcześniej wyczytałam coś na temat tego,że nie chcesz tam wracać.
- Chodź. Zaprowadzę Cię do mego domu. Widzę, że niedługo wstanie nowy dzień.
- Dzień? - spytała wystraszona i zbladła jeszcze bardziej, o ile to było możliwe.
- Nie lubisz dnia? To piękna pora, wszystko wydaje się piękniejsze i bardziej kolorowe.
- Ja... ja muszę cienia. Nie mogę wyjść na światło dzienne,
Ja muszę cienia....buahahaha...przepraszam,ale to tak idiotycznie brzmi
- Jesteś uczulona? 
Tak kurwa na słońce -,-‘
- To skomplikowane.
- Dobrze. Opowiesz mi w zamku.
W dziurce od klucza.
Zapewne w takiej ^^
 Tam znajdziemy dla Ciebie jakiś ciemny kącik.
W okrągłym pokoju . 
- Legolas ruszył w stronę, z której przed chwilą przyszedł. 
 Cofną się. 
Mnie też się coś cofa...
Sandra poszła za nim. Nie wiedziała jak wytłumaczy mu to kim jest. Od razu się przestraszy i będzie po sprawie i skąd tu wziąść krew? Nie będzie piła ich ze szlachetnych elfów.
HIV’a mają ?
A co stało na przeszkodzie? Ich szlachetność?
I błagam "wziąć" nie "wziąść"...nie wszystko pisze się tak jak się słyszy. 
Westchnęła ciężko i chcąc nie chcąc poszła za Legolasem. Wiedziała, że jej ciężko w tym innym świecie.
Najbardziej zjebane imię Le Golas. Kurwa jak jakiś Pe Dofil.
To po Francusku zapewne^^


Z tą chwilą odchodzimy,ale gwarantujemy wam kolejną część z Wampirzycą i Elfem.
Analizowały idąca nie wiadomo gdzie Diablica i zirytowana Le Golasem Narkomanka