Idżoj [*]
Po chwili, dotarli do zamku Legolasa. Był on duży i z wieloma wieżami strażniczymi. Cały w tonacji jasnej, a dachy w kolorze niebieskim. Otaczało go jezioro, a oprócz tego, wszędzie drzewa, krzewy i kwiaty.
Po czym poznać,że aŁtoreczka tylko i wyłącznie oglądała film.Po tym,że opisując zamek Thranduila podaje: piękne dachy i jezioro.Owszem drzewa były,ale na powierzchni.Mało,która aŁtoreczka wie,że ów zamek znajduje się POD ziemią.
była na ziemi i opisuje zamek ,który znajduje się pod ziemią .. -,-'
- Piękny - szepnęła cicho Sandra.
- Tak - przytaknął jej Legolas. - Nie pamięta nikt ile ma już lat.
znaleźć architekta - on powinien wiedzieć ;)
Nie zabijali ich pewnie jak w Egipcie.
Tak dawno był wybudowany... Jednak w świetle słońca wygląda o wiele bardziej... hmm... magicznie.
W świetle słońca piękny zamek.
Oh jak on się prezentuje.
Ktoś tam znów prowadzi damę.
Choć pod ziemią się znajduje.
Sandrze na słowo "Słońce" pociemniały oczy.
W takim stopniu?
Nie pamiętała jak ciepłe są jego promienie, nie poczuje tego nigdy więcej.
- Chodźmy - powiedział po krótkiej chwili elf.
Przeszli most zwodzony, dotarli do brązowej bramy i posterunku straży.
- Kto idzie? - spytał jakiś nieprzyjemny głos.
- Książę Legolas.
Rozległ się dźwięk nienaoliwionych zawiasów, otworzono bramę.
Nie lepiej napisać,że zgrzyt albo coś? narządem wzroku Widać,że osoba pisząca czyli aŁtorka może aczkolwiek widać,że musi używać całych zdań złożonych podrzędnie lub nadrzędnie do opisania jednego lecz możliwie w niektórych przypadkach zbędnego wyrazu.
- Wybacz mi, panie - skłonił się przed nim elf.
- Nic nie szkodzi, Merwenie - Legolas lekko się uśmiechnął. - To tylko oznacza, że dobrze wykonujesz swą pracę.
- Panie... - elf skłonił się jeszcze niżej.
Do poziomu IQ aŁtoreczki.
Ty nie wiesz co to IQ ^^
=.=''
- Chodźmy dalej - Legolas wyciągnął dłoń do Sandry. Po chwili wahania uścisnęła ją.
-Cześć,jestem Sandra,a ty?
-No heloł mam na imię Legolas.
Ku zdumieniu straży, poszli dalej. Dotarli na duży brukowany dziedziniec. Było tu pusto, wszyscy pewnie już spali. - Legolasie! - powiedział jakiś głos.
Odwrócili się obydwoje i Sandra zauważyła starszego jegomościa ubranego w biel.
- Gandalfie, jeszcze nie śpisz? - elf podszedł do staruszka.
- Czekaliśmy na ciebie z ojcem, musimy porozmawiać... - urwał i spojrzał na Sandrę.
Urwał zdanie i co?
I ręka,noga,mózg na ścianie.
- Kto to?
- To jest Sandra. Znalazła się tu przypadkowo.
Gandalf podszedł do niej, a ona dygnęła lekko przed nim.
- Jak się tu dostałaś? - popatrzył na nią uważnie.
- Przez portal w lesie.
- Rozumiem - powiedział powoli. - Co tu będziemy stać. Wejdźmy do środka i wszystko mi opowiesz.
Szli przez różne kręte korytarze, aż dotarli do dużej sali. Na jej końcu siedział mężczyzna, w długich blond włosach, które pasmami opadały mu na plecy.
Za pierwszym razem przeczytałam.że włosy mu plecy oplatały.
Ach,nie ty jedna.
Z pozoru wyglądał na około 40 lat.
Tak na prawdę to miał 4.
- Legolasie!
- Ojcze! - Legolas ukłonił się przed ojcem.
- Gandalf ci mówił, że musimy porozmawiać?
- Tak, naturalnie.
- Ale z kim przychodzisz? - tu zwrócił się do Sandry.
- To jest Sandra - powiedział Gandalf. - Przeszła przez portal.
- Rozumiem - władca popatrzyła na Gandalfa. - Nie sądziłem, że aż tak to jest poważne.
- A co się stało? - w oczach Legolasa zabłysła czujność.
To pewnie jakaś metafora...a agresja pewnie sygnalizuje swoją obecność wielkimi czerwonymi prostokątami.
- Porozmawiamy potem, a teraz zajmiemy się naszym gościem.
- Ja... nie chciałabym robić kłopotu... - zaczęła niepewnie Sandra.
- Ależ cóż to za kłopot. Zaraz znajdziemy ci jakąś komnatę.
- Ale Sandra mówiła, że chciałaby ciemne miejsce, prawda?
- Jeśli by to nie sprawiło kłopotu.
- Oczywiście, że nie. Anayo! - zawołał elf.
- Tak, panie? - do sali weszła piękna elfka. Miała długie czarne włosy i niebieskie oczy.
- Chciałbym, żebyś dotrzymywała towarzystwa Sandrze.
- Oczywiście - skłoniła się. - Możemy iść? - zwróciła się z uśmiechem do Sandry.
- Tak.
Skłoniły się i opuściły komnatę. Skierowały się na lewo. Szły długim korytarzem, który nie wiadomo, gdzie się kończył. Zeszły jeszcze po kilku schodkach i dotarły do dębowych drzwi
Przecież nie wiadomo gdzie się kończył.To szły przed siebie Bóg wie jakim korytarzem i dotarły na miejsce...Muszę spróbować kiedyś w praktyce.
Nie mopsie,one nie szły Bóg wie jakim tylko długim korytarzem.Wczytałbyś się czasem.
- Tutaj jest najciemniejszy pokój w zamku króla Thranduila - wskazała na klamkę.
- A... dziękuję - Sandra nacisnęła klamkę i weszła w czarną czeluść. Rozejrzała się dookoła, jej oczy były przyzwyczajone do ciemności. Wszędzie walały się jakieś papiery, jednak ogólnie było tu czysto.
Wszędzie się walały papiery jednak...wszędzie było czysto.
Pod ścianą stało łóżko, trochę zjedzone przez mole i korniki, ale nadawało się jeszcze do użytku.
Hmm...ciekawe co rozumie przez słowo "trochę" .TO też może być trochę,a przeszkadza całej Polsce.
- Kiedyś tu mieszkał jeden z naszych bibliotekarzy, zwykły śmiertelnik. Nie pożył długo, ale już tu nikt nie wchodził. Czasem tylko Gandalf tu przychodzi i dlatego brak tu kurzu i pająków. - powiedziała Anaya zapalając świecznik.
- Dziękuję - Sandra uśmiechnęła się do elfki.
- Nie ma za co, a teraz wybaczysz, ale udam się na spoczynek.
- Naturalnie, dobranoc.
- Dobranoc - Anaya opuściła pokój, jeśli tak go można nazwać.
Nie nie można,to będzie zdrada stanów,zabić ją,zabić! Na stos ją!
Po tym wyczerpującym dialogu nie mam siły na jakikolwiek konstruktywny komentarz
Sandra ściągnęła kurtkę i usiadła na łóżku. "Co ja tu robię?" myślała, przecież, gdyby nie ten portal, to teraz byłaby gdzieś przy węgierskiej granicy.
Skąd ona kurwa wzięła węgierską(C) granicę idąc z Hiszpanii(A) do Francji(B)
Ach, ta jej ciekawość. Daje znać o sobie w niewłaściwych momentach.
Mnie jeszcze bardziej to wszystko ciekawi.
A mnie jakoś przeszło.
Bo nie było cię przy poprzedniej analizie.
Ale wszystko przeczytałem.No to chyba że.
Nagle do jej pokoju wszedł Gandalf:
- Musimy porozmawiać!
- Dobrze - przytaknęła Sandra.
Gandalf zamknął drzwi i usiadł na czymś, co przypominało krzesło.
Przypominało.To znaczy wyglądało mniej więcej tak?
Albo ewentualnie tak.
- Opowiedz mi kim jesteś i skąd się tu wzięłaś.
- Nazywam się Sandra di Sale i jestem wampirzycą. Jestem z Francji. Tu dostałam się przypadkowo, spacerowałam po lesie, gdy otworzył się portal. Weszłam do niego i znalazłam się tutaj.
- Ale powiedz mi kim jest "wampir"?
- Jesteśmy istotami prawie nieśmiertelnymi.
- Jak to prawie?
- Bo zabić może nas światło Słoneczne, dlatego poprosiłam o ciemną komnatę. Jesteśmy też dlatego aktywni nocą, w dzień śpimy.
- A pożywienie?
- Żywimy się... krwią... ludzką krwią...
- Rozumiem - Gandalf zamyślił się. - Więc jesteś teraz w niebezpieczeństwie - podjął wątek. - Tutaj nie ma nikogo takiego.
- Właśnie i dlatego chcę wrócić do domu.
- Obawiam się, że to niemożliwe. Orkowie, nasi wrogowie, knują jakiś spisek. Ich przywódca, zaczął bawić się magią i niechcąco w jakiś sposób stworzył portal, przez który się tu zjawiłaś.
Ręka mu się omsknęła.
Jaki idiota bawi się magią? Równie dobrze mógł się piłą mechaniczną pobawić.
- Zostanę tu na zawsze? - spytała zdumiona Sandra. - Z resztą, teraz to i tak nie ma znaczenia, umrę.
- Możesz żywić się orkami - podsunął wspaniałomyślnie Gandalf.
- Z całą pewnością.
- Rób jak uważasz - czarodziej wstał z krzesła. - Porozmawiamy jutro.
- Dobrze, dobranoc.
- Dobranoc - Gandalf wyszedł, a Sandra zaczęła chodzić po pokoju, nie wiedziała co zrobić. Może rzeczywiście ostatnią deską ratunku są orkowie? Elfy są piękne i szlachetne, nie może ich tknąć. Tak, od jutra zacznie się polowanie na orków.
Krucjata!
Podeszła do okna i zasłoniła je szczelnie zasłonami
A ja naiwny ciągle myślałem,że ta komnata to gdzieś w piwnicach. Okno w piwnicach?
Po chwili ułożyła się w dogodnej pozie na częściowo zjedzonym łóżku i zasnęła.
Następnego dnia przy śniadaniu panowała ciężka atmosfera. Gandalf powtórzył Thranduil'owi całą rozmowę z Sandrą.
Apostrofy jak widzę często są uwzględniane w takich sytuacjach.
A kiedy mają być użyte jak nie teraz?
Król nie wiedział, co ma o tym myśleć. Wampir... istota żywiąca się krwią. Co teraz?
- Myślę, że ona musi odejść - powiedziała czarnowłosa elfka. Ubrana w lśniącą zbroję była przywódcą straży.
- Racja. Stanowi dal nas zagrożenie - blond włosy elf odłożył sztućce. - I do tego dziwnie się... ubiera.
- Ona nie jest groźna - zabrał głos Legolas nie zwracając uwagi na słowa elfów.
- Synu, nie znasz jej - Thranduil spojrzał na Legolasa.
- Może i nie, ale jestem pewien, że nic nam nie zrobi. Ma swój honor i dumę. Nie byłaby zdolna do takiego czynu.
- To tylko twoje zdanie - król był nieugięty. - Skąd możesz wiedzieć co może zrobić w nocy? Zakradnie się do twoich komnat i [zgwałci cie] zapadniesz w wieczny sen bez marzeń.
- Właśnie! - reszta podwładnych popierała głos swojego władcy.
- Posłuchajcie - zaczął Gandalf - wu tu się kłócicie, a orkowie coś knują w Mordorze.
Wu tu? Chodzi ci o voodoo.
Myślę, że w pierwszej kolejności trzeba zająć się tą sprawą.
- Ależ Gandalfie! - krzyknął król. - Nasze życie jest w niebezpieczeństwie, bo jakiś krwiopijca mieszka u mnie w zamku!
- Spokojnie - powiedział Gandalf. - Masz trochę racji, ale sądzę, iż ona może się nam przydać.
- Do czego? Umie walczyć? - prychnął Gilangel, doradca i prawa ręka Thranduila.
Diablico nie interpretuj tego zdania zbyt dokładnie!
Ala jak ktoś może być ręką?
- Nie wiem, ale wątpię w to. Wystarczy ją tylko nauczyć tej sztuki. Mam tu na myśli strzelanie z łuku i posługiwanie się mieczem. Z resztą, sama powiedziała, że będzie żywić się krwią orków.
W jadali rozległ się pomruk niezadowolenia i niesmaku.
Szczególnie niesmaku...
- Mimo to, trzeba być ostrożnym. - mruknął Thranduil.
- Ona nie jest groźna - powtórzył Legolas, a w jego oczach zabłysła złość.
O tak właśnie tak.
- Dobrze, Legolasie. Skoro tak jesteś jej pewien, zostawiam Sandrę pod twoją opieką, a Gandalf będzie ci pomagał.
Legolas skinął w odpowiedzi głową i upił łyk naparu z mięty.
Jesteś piernik czy tik-tak?
Nastała chwila ciszy. Jedynym dźwiękiem, był odgłos sztućców. Nagle Thranduil wstał z krzesła, pożegnał wszystkich i odszedł w stronę swoich komnat.
Przebywał w kilku komnatach jednocześnie.
Późnym popołudniem Legolas przechadzał się po lesie. Wdychał całą piersią wszystkie jego smaki zapachy.
Wdychał wszystkie smaki lasu.
Muszę się do niego na praktyki zapisać.Ciekawe czy to jakaś podręczna specjalność.
Zapewne...
Przyroda tętniła życiem. Przez korony drzew prześwitywały promienie słoneczne. Nieśmiało dotykały osobę elfa.
Korony drzew mam rozumieć O.o
Dotarł na polanę. Tą samą, gdzie spotkał Sandrę. Podszedł do krzaka gdzie otworzył się portal. Nic tam nie było. Żadnego śladu. Po prostu nic.
A co z tym krzakiem?
- Widzę, że też tutaj czegoś szukasz - usłyszał głos Gandalfa.
- Jestem tylko na spacerze - odwrócił się.
- Twój ojciec ma rację, martwi się o wszystkich. Trzeba go zrozumieć.
- Wiem o tym, ale nie wysłuchał tego co miałem do powiedzenia. Uważam też, że powinien porozmawiać z Sandrą osobiście.
- Obydwoje macie rację - czarodziej położył dłoń na ramieniu Legolasa. - Jesteście tak do siebie podobni.
Ojciec i syn? Rodzony? Niemożliwe!!!
- Wiem - elf uśmiechnął się lekko.
- Dzisiejszej nocy będę towarzyszył Sandrze - zabrał dłoń.[z obrzydzeniem] - Wyśpij się i zaczniemy od jutra uczyć ją walki.
- Ale...
- Nie, Legolasie. Chcę z nią jeszcze porozmawiać o... kilku kwestiach.
- Dobrze.
- Cieszę się, że się zgodziłeś. Teraz lepiej już chodźmy. Zbliża się czas kolacji. - i jak powiedział Gandalf tak zrobili. Zeszli z pagórka i w ciszy wrócili do zamku.
Ale ten czas szybko leci niedawno obiad jedli.
Około godziny 22, Sandra otworzyła oczy. Wstała i podeszła do okna. Ostrożnie odsunęła zabezpieczoną zasłonę i wyjrzała przez nią. Na niebie świecił Księżyc, pierwsza kwadra.
Od kiedy "księżyc" piszemy z dużej litery?
Od kiedy boCHaterka bez zegarka wie ,która godzina. W okół niego migdały, niczym świetliki, miliony gwiazd.
Co mają migdały do księżyca?
Bo to opis do gwazd.One się ze sobą migdaliły.
Odwróciła się i rozejrzała się. Nic nie przybyło, nic nie było.
Się,się,było-byłooooooo...o...o...o
Skończ.
Wciąż był ten sam nieład co wcześniej. Odetchnęła i poczuła, że jest głodna.
Wtedy też, ktoś zapukał.
- Proszę!
Do pokoju wszedł Gandalf:
- Witam.
- Dobry wieczór - Sandra skłoniła się.
- Nie kłaniaj mi się. Od teraz będziemy czas spędzać razem. Byłoby to dość krępujące. - z tymi słowami Gandalf zapalił świecę stojącą na biurku.
Krępujące,ciekawe dlaczego...
- Ja... dobrze.
- A teraz rozumiem, że jesteś głodna.
Czuje 'głód'
- Tak - przyznała skromnie.
- Dobrze, a teraz przebierz się w tą suknię - podał jej pakunek. - Poczekam na zewnątrz.
Gandalf opuścił pomieszczenie, a Sandra stała jak osłupiała. Sukienka? Dla niej? Od tylu lat niczego nie dostała, to było takie przyjemne uczucie, dostać coś. Czyżby powrót do "normalności"?
Buahahaha jasne -.-
Otworzyła pudełko i jej oczom ukazała się sukienka.
No wow,kilka linijek wyżej też jest to napisane.
Wyjęła ją. Była piękna, w kolorze ciemnego fioletu. Tak lekka, a w dotyku tak ciepła.Ściągnęła swoje czarne dżinsy i bluzkę i założyła prezent. Wygładziła ją nieco i stwierdziła, że pasuje idealnie. Widziała to nawet bez lustra, a ponad to wyraźnie podkreślała jej "kobiece" kształty.
Przeczesała jeszcze włosy palcami i wyszła z pokoju.
Wyraźnie podkreślała jej kobiece kształty...i widziała to bez lustra tak? *nieudolnie próbuje zobaczyć cały swój tyłek*
- Dziękuję za suknię - powiedziała Sandra, gdy wraz z Gandalfem weszła w głąb lasu.
- Niestety czarnej nie było. To najciemniejszy kolor jaki Gelandi miała.
- A kto to?
- Szyje ubrania dla elfów.
"Czyli krawcowa" pomyślała Sandra.
Nie szwaczka...jak tak to czytam uważam,że jeśli byśmy wyrzucili wszystkie zbędne dialogi...to nic by nie zostało^^"
- Gdzie idziemy? - spytała już głośnym tonem.
- Na polowanie,
- Nie rozumiem.
- Jesteś głodna, prawda? - spytała Gandalf, na co Sandra przytaknęła mu głową. - Właśnie, więc idziemy zapolować na orków.
- Tak we dwójkę? Przecież są niebezpieczni.
- Dasz sobie radę. Zaczaisz się na jakiegoś w cieniu drzew i... się posilisz.
- Powiedz, dlaczego mi pomagasz? - przystanęła.
- Bo sama tutaj nie przetrwasz - czarodziej odwrócił się do niej. - Nie znasz tego miejsca, a poza tym zbliża się kolejny powrót orków. Czuję, że w jakiś sposób nam się przydasz.
- W jaki? - Sandra już nic nie rozumiała.
Już,a może jeszcze?
- Jeszcze nie wiem - Gandalf się zamyślił. - A teraz chodźmy - uśmiechnął. - Przed nami długa droga.
Morsie żyjesz?
...jeszcze...
KONIEC! Nareszcie koniec oczekiwany jak mniemam przez wszystkich.....
Analizowali
mówiąca zdaniem złożonym,które było by zbędne Diablica
nie chętnie czytająca to opko i żegnająca wszystkich Narkomanka
oraz nowo przybyły,już zmarnowany Mors
oraz nowo przybyły,już zmarnowany Mors
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz