niedziela, 10 kwietnia 2011

Do Paryża przez Hiszpanię w lesie węgierskim


Oto ja Diablica znalazłam coś ciekawego. Otóż to coś jest kolejnym chujnym blogiem ,któremu przyznaje się tytuł słitaśnego blogaska z opkami...nie wiem jak to wam powiedzieć. Z jednej strony mamy wojnę francusko-hiszpańską ,a z drugiej atakuje nas Śródziemie. Piękne opko znalezione jest mieszanką wampirów, elfów i PRAWDZIWYCH wydarzeń...może nie tyle co prawdziwych lecz zgadzających się z rzeczywistością.

Tę mieszankę znajdziecie Tutaj.

Analizowały: Diablica i (w napadzie dzikiej furii) Narkomanka


Opko:


Był 18 październik roku 1807. Wojska francuskie wkroczyły do Hiszpanii, gdzie pewna uboga rodzina zatrzymała się na nocleg. Wracali do rodzinnego Paryża. Niestety natrafili na bitwę o Hiszpanię.
Bo przecież nikt ich nie ostrzegł o wojnie prawda?
To taki spontan.
Wiele osób straciło przy tym życie.[*]
Armaty odzywały się co chwilę, dźwięk rabinów przyprawiał o ból głowy.
 Rabiny tak głośno plotkowały na temat gadających armat,że aż głowa bolała.
To przez ich wysoko donośny piskliwy głos.
Wszędzie słychać było krzyk ludzi.
Dym zasłaniał widoczność.
inaczej powiedziane; Była mgła.
W penym momencie nastała cisza... o kurwa !
- Mamo! Mamo! Gdzie jesteś? - krzyczała 17-letnia brunetka. 
która była blondynką.
- Sandro... [znów nie posprzątałaś pokoju, nie pozmywałaś naczyń i nie wyniosłaś śmieci] - dobiegł ją z prawej strony szept rodzicielki.
Rodzicielki O.o Matko...właśnie!Matka by tu bardziej pasowała,ale co ja tam wiem.
- Mamo! - podbiegła do niej. - Co ci się stało?
- Kochanie... To koniec... Idź i ratuj się... Ja... - przełknęła ślinę.[ i z trudem powiedziała do tej taniej dziwki]- Kocham cię... [dziwko oj to znaczy] Sandro.
- Mamo! Mamo! - zawołała Sandra.  
po co ją woła jak jest obok niej !?
 - Nie zostawiaj mnie tutaj - zaczęła płakać. - Nie teraz. [gdy jestem w ciąży]
Nagle usłyszała odgłos zbliżających się ludzi.
Skradali się tak głośno ,że nawet głuchy by usłyszał.
Przestraszona zabrała sakiewkę z pieniędzmi i skryła się w ruinach zwalonego domu.
Ten dom musiał wyglądać tak .I musi mieć odmienne gusta skoro twierdzi,że jest zwalony.Ja wiem,że nie każdy chciałby w takim mieszkać,ale mogła użyć mniej ostrych słów.
- Tu wszyscy nie żyją - odezwał się jeden z żołnierzy francuskich.
- Racja. Chodźmy dalej. - odeszli.
nie wiedziałam ,że Francuzi mówią po polsku.
Sandra poczekała jeszcze chwilę i wyszła z ukrycia. Podeszła do ciała matki i złożyła na jej czole ostatni pocałunek.
Na czole matki smętnie zwisał pocałunek.
To samo zrobiła z ojcem i młodszą siostrą.
jebana ,to się nazywa KAZIRODZTWO !
CO ona zrobiła ojcu i siostrze?Dobiła ich?
Wstała i rozejrzała się wokół, wszędzie były ciała, nikt nie przeżył oprócz niej. Dar czy przekleństwo? 
Jedno i drugie.
coś w tym stylu !? Dar Przekleństwo
Tego nie wiedziała, ale czuła, że musi uciekać stąd jak najprędzej. [weź spierdalaj] Zabrała jeszcze jakieś rozrzucone pieniądze i ciepły czerwony płaszcz jakiejś [zachibernowanej] zamrożnej kobiety:
Francuzi zamrażali wzrokiem. 
- Przepraszam, ale pani się on już nie przyda. - założyła go i postanowiła iść do Paryża.
- a kysz ! mała złodziejko ! a fee !
Niema to jak okraść truposza nie?
Sandra przemierzała obce miejscowości Hiszpanii, ale kierowała się w dobrym kierunku do Paryża. Czasem pytała się przechodniów którędy do Paryża.
z Hiszpanii do Paryża na piechotę.. powodzenia życzę.
Pięniędzmi się nie przejmowała
że czym ? pię co ?
Nie pytaj...
obliczyła, że ma ich dostatecznie, a w nagłym wypadku sprzeda ten kosztowny płaszcz.
Idąc, dużo myślała. 
myślała jak wykonać czynność ,której nie potrafi zrobić. - myślała jak się myśli .
O matko ona MYŚLAŁA.
Czuła się w jakiś sposób odpowiedzialna za śmierć rodziny, w końcu to ona chciała się zatrzymać w Madrycie na postój. Miała wyrzuty sumienia.
i dobrze to wszystko jej wina !
NA STOS JĄ !
Gdy już była przy granicy z Francją,
co ona kurwa motorek w dupie ma wmontowany ,że tak szybko doszła?
Ona szła biegiem.
poczuła czyjąś obecność.  
to Jezus zmartwychwstał.
Było to przy jednej z dróżek leśnych. Nie chciała się zatrzymywać, ale strach "zjadał" ją od środka.
strach ma wielkie oczy ,które pożarł w całości.
Wcinał jej wątróbkę.
Nagle ktoś stanął przed nią, mężczyna. Miał na sobie szytą na miarę ciemną marynarkę
No to stanął "ktoś" czy "mężczyzna".Początek tego zdania mnie zatrważa.
skąd wiedziała ,że była szyta na miarę ?! markowa metka nie wystawała i już ocenia .
z białym kołnierzem, takim jak jego skóra.
czyli był biały ,a ona jest rasistką ! pewnie woli Afro Amerykanin .
Miał taką białą skórę czy to kołnierz był ze skóry ludzkiej.Hmm...to drugie to pewnie ostatni krzyk mody.
Gęste rude włosy związał wstążką.
taką różową z Hello Kitty i zrobił kokardkę.
- Kim pan jest? - zapytała.
Nieznajomy okrążył ją i stanął za nią. Ściągnął kaptur z jej głowy i odsunął długie włosy. Na nic nie czekając, zanurzył białe kły w jej młodej szyi.
To Jezus był wampirem ;O ?
Nie miała siły by sie bronić.
No przed siłą wyższą nic się nie ukryje i nikt nie jest w stanie przeżyć .
Po chwili przestał i szepnął jej do ucha:
- Jeszcze się spotkamy.
Sandra upadła na drogę.

Obudziła się kilka godzin później. Leżała w jakiejś iźbie.
Wytrzeźwień zapewne.
Zgwałcił ją i podrzucił pod bramę od psychiatryka ,a tamci ją przygarnęli . 
Nikogo tu nie było. Chciała wstać, gdy nagle otworzyły się drzwi.
- To ty! - powiedziała na widok "gościa".
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy.
- Czego ode mnie chcesz? - dziewczyna zakryła się kołdrą.
mówiłam ,że ją zgwałcił . biedactwo leży w nie swoim łóżku . afee
- Chciałbym dać ci nowe życie. [zrobić Ci kolejne dziecko.]Nie masz bliskich, nie poradzisz sobie, a ja mogę zagwarantować ci życie wieczne. - mężczyzna wstał i usiadł na łóżku.
Sandra chciała wstać i uciec stąd jak najdalej, ale przybysz ją powstrzymał:
- Posłuchaj, teraz wypiję twoją krew, ale nie pozwolę ci umrzesz.
Na co on jej nie pozwoli? Tego co znajduje się za przecinkiem zwyczajnie nie rozumiem.
Sandra szarpnęła się raz jeszcze, ale on już zatopił kły w jej szyi. Po tym zabiegu czuła się osłabiona i przerażona, zauważyła tylko, jak rozciął nożem własny nadgarstek. 
pewnie była w budynku krwiodawstwa.
Fajny mi zabieg.Z tego co mi wiadomo krew to się w średniowieczu upuszczało jak się chorym było.
Podsunął jej go i rozkazał pić. Sandra zrobiła to co powiedział, nie miała innego wyjścia.
Pijąc krew wampira, Sandra czuła się dziwnie.
Mogła sobie wyobrazić ,że to soczek malinowo-wiśniowy i by się lepiej czuła. - jak w przedszkolu !
Mam przedziwne uczucie,że pijąc jakąkolwiek krew nie czułaby się najlepiej
Doświadczała nowych wrażeń
o tak seks z wampirem coś o czym każda dziewczyna marzy .
i wielu innych rzeczy. Nagle wampir wyszarpnął jej dłoń.
- Dobrze, bardzo dobrze - mruknął. 
 MrrAuŁć 
Sandra spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że widzi wszystko całkiem inaczej.
Naćpała się krwią wampira i widzi do góry nogami.
ten koleżka miał w soczku LSD .. a to brutal.
Dostrzegała rzeczy, których wcześniej nie widziała.
- Czym ja się stałam? [Czarną blondynką w ciele motyla z ogonem psa ,który miauczy.]- spytała przerażona.
- Wampirem, moja droga.  
raczej TANIA
- Czyli, że ty...
- Tak, ja jestem wampirem  
i nie tylko.
Nazywam się Lestat de Lioncourt Jezus I. A ty?
- Ja...? Sandra di Sale.  
sale ? sprzedana !?
ciekawe jak TANIO?
- Dobrze, dobrze. - mruknął znowu. - Jak widzisz, dałem ci nowe życie. Korzystaj z niego jak najlepiej. Jak znajdziesz się w Paryżu, zapytaj o mnie, a póki co, radź sobie sama - z tymi słowami Lestat opuścił izbę i zostawił samą Sandrę, która zrozumiała, że już nic nie będzie jak dawniej.


*~*~*~*~*

Wybiła północ.
Pewna, z wyglądu, dość młoda dziewczyna weszła do jednego z węgierskich lasów.
KURWA ona się teleportuje ,że za każdym razem gdzie indziej w Europie jest !? O,O jakim jebanym cudem po drodze z HISZPANII do FRANCJI (paryża) napotkała się na LAS WĘGIERSKI. ?!
*wraca na początek opka*Dziewczyna szła przez HISZPANIĘ do PARYŻA który znajduje się we FRANCJI,i weszła do węgierskiego lasu O.O zapewne po drodze.
Miała przed sobą jeszcze kilka dni drogi do Paryża.
no z LASU WĘGIERSKIEGO to zapewne w 3 dni dojdzie do PARYŻA.
Szczególnie tym jej biegiem
Była samotna, nie miała już nikogo.
Z resztą, co za rodzina chciałaby mieszkać lub zadawać się z wampirzycą? Tak, z pozoru wyglądająca młoda dziewczyna, miała 200 lat  
na początku opka było ,że jest 17 letnią niewiastą... 
 A no rzeczywiście,że siedemnaście.
Przeżyła je w odosobnieniu, zabijała ludzi, by przeżyć. Nie miała innego wyjścia, inaczej czekałaby ją śmierć. W gruncie rzeczy, obwiniała się za śmierć rodziców i małej siostrzyczki. Gdyby nie ich postój w Madrycie nic by się nie stało  
Pech
Jednak czasu cofnąć nie można, a życie toczy się dalej. Nawet jeśli jest ono nic nie warte.
Dziewczyna zapuszczała się w dzikie [Rawrr!] ostępy lasu. Była tu po raz pierwszy, a czuła się jakby znała to miejsce od lat. Kochała przyrodę, mimo, że noc była jej porą.
Nie rozumiem o co chodzi w tym zdaniu ale okey chyba to jest taki skrót myślowy aŁtoreczki

 Była tu po raz pierwszy,ale...*poddaje się*..też nie czaję tego skrótu.Ona sobie w wypowiedziach skraca jak w drodze nie wiesz? HISZPANIA<===>FRANCJA,ale jeszcze obowiązkowo LAS WĘ
GIERSKI...po drodze oczywiście

oczywiście
Uwielbiała także długie nocne spacery, po sytym posiłku. Parki, lasy, geje
kurwa lesbijka się znalazła
zwykłe miejsca, a tak piękne nocą.
Szczególnością ci geje byli piękni nocą. Czy ona myśli, że oni się na nią rzucą?
Niech wszyscy geje mają się na baczności bo dzika mrochna niewiasta w ciele wampirzycy jest na wolności ,a jej oczy zaspokaja tylko jeden piękny nocny widok – geje spacerujące po lesie .
Wreszcie dotarła nad jezioro. Popatrzyła w wodę i nic nie ujrzała. Pusta.
Jak ta wielka dziura miał być pusta skoro była wodą wypełniona?Aaa,już wiem to ONA jest pusta.
Kiedy ostatni raz przeglądała się w lusterku? 
Tak ponad 200 lat temu.
Nigdy ?
Kiedy ostatni raz widziała zachód słońca? 
 Wczoraj wieczorem 
Dawno, tak dawno, że nie pamiętała dotyku ciepłych promieni słonecznych.
Słońce to gwiazda mająca długie ręce dotykające każde ciało na Ziemi. Afuu.
Nic tylko ciemność i uczucie chłodu.
Rozejrzała się w około.
W co,że niby?
Las tętnił życiem, nocne zwierzęta wyruszyły na łowy. Przyroda tętni życiem, nawet, gdy wydaje się, że wszystko pod osłoną nocy zasypia.
Toż to nawet dziecko wie, że taka sowa to tylko w nocy poluje.

Sowa przed słońcem się chowa,
a słońce przed sową nie.
To doprawdy dziwi mnie. 
Jan Brzechwa
Fejs palm
Spojrzała w górę, na nieosłonięte gałęziami niebo. Lekkie obłoczki odsłoniły księżyc. Była pełnia. W oddali jakaś spłoszona sowa odleciała hucząc donośnie.
Wow w lesie sowę spotkała ; O 
Dziewczyna nie zareagowała na to. Poszła w głąb lasu. Mijała drzewa, krzewy, które rzucały mroczne cienie. mroCHne kurwa MROchNE w pizdu !!!
 Wow...w lesie mijała drzewa,a ja naiwna myślałam, że się domki jednorodzinne mija.
Lekki uśmiech zakwitł na jej twarzy [prędzej powiedziałabym syf zakwitł na jej ryju ale okey], a raczej coś na kształt uśmiechu
No przecież bo bohaterka jest upośledzona i uśmiechać się nie umie.
Coś na kształt uśmiechu wypuszczało pączki na jej twarzy.
Zapomniała co to śmiech i szczęście. Wszystko się zmieniło przez Lestata...
Brzmi jak prostata =.="
I zostawił ją samą, na pastwę losu.
Musiała sama uczyć się wszystkiego
sama musiała wiązać sobie sznurówki - przykre.
Jak zabijać, czego nie robić [sexu z ubogimi] i znajdować najlepsze kryjówki do przespania dnia.
Zastanawiała się co będzie, gdy wreszcie dotrze do Paryża. Jak teraz będzie wyglądało to miasto, www.google.mapa.pl przez tyle lat na pewno doszło do wielu zmian.
Tyle czyli kurwa ile ?
Przez tyle lat? To co, chcecie mi powiedzieć ,że ona przez te 200 lat wędrowała do Paryża O.o
Jak to będzie wrócić do wspomnień, do miejsc z przeszłości? Gwałtownie się zatrzymała i doszła do wniosku, że powrót do tego co było będzie nie możliwy. 
Czytając kilka razy z rzędu to co znajduje się po "że" ogłupiałam. Mała zmiana tego zdania wiele by mi pomogła.
Nie rozumiem tego od „że ”
Ty też...nie dziwię się =.="

Nic nie będzie tak jak kiedyś.
Nagle zerwał się silny wiatr. Opadłe liście zatańczyły wkoło.
Trzymając się za ręce ,klaszcząc Rubika.
Zatańczyły, kumasz czaczę.
Dziewczyna zapięła czarną kurtkę po szyję.
To kiepska jest ja to po szyję mam rajstopy jak mam ważne święto w szkole.
A po uszy to mam tego opka.
Usłyszała dziwny dźwięk, jakby ktoś wrzucił głaz do jeziora. 
Wpadający kamień do jeziora to najdziwniejszy dźwięk na świecie.
Dziwniejszy niż orgazm wiewiórki
Podeszła do przodu i stanęła na pustej polanie. Popatrzyła na prawo coś zaczęło przeświecać przez wysoki krzak leszczyny.
Bez chwili wahania skierowała się tam i stanęła przed małą czarną dziurą, która z każdym momentem się powiększała.
Wessij ją wessij!*marzy*
Ssij ,ssij kurwa ! Ssij !



*niemaskojarzeń,niemaskojarzeń,niemaskojarzeń*
Wreszcie osiągnęła swój największy rozmiar, w sam raz by mogła przejść.
Ale kto ma przejść ta dziura...przez tę dziurę?
Sama przez siebie ma przejść ?

Na to wychodzi.
Dotknęła środka, puste powietrze zafalowało i błysnęło mocne światło.
Dziewczyna cofnęła się z krzykiem i zasłoniła oczy. Widziała jak przez mgłę, jej oczy nie były przyzwyczajone do widzenia w jasnościach. Zamrugała kilka razy i wszystko wróciło do normy.
Hmmm...trzeba wypróbować *świeci sobie po oczach* Ale boli *mruga* To mruganie gówno daje.
Z pewnym wahaniem podeszła znów do portalu. Ostrożnie wsadziła dłoń w czeluść. Nic jej się nie stało. To samo zrobiła z drugą i po chwili znalazła się... w lesie! Tak, w lesie, lecz ten las był inny.
Tak ten naprawdę znajdował się w drodze do Paryża.
Miał w sobie coś... magicznego, jakąś ukrytą tajemnicę.
Zeszła po pagórku, na którym wylądowała. Nie wiedziała gdzie ma iść, pierwszy raz poczuła się zagubiona. 
Bo zawsze korzystała z gogle mapa 
Z GPS-a.
Jedynym pocieszeniem było to, że tu też trwała noc.
Nagle jej dobry słuch wyłapał stąpanie czyiś kroków. Były tak lekkie i ciche, że aż trudne do usłyszenia.
Ale ona je usłyszała
Najciszej jak mogła skryła się za rozłożystym dębem. Czekała w napięciu wreszcie dostrzegła go. Był to młody, wysoki mężczyzna pięknej urody. Szlachetne rysy, długie blond włosy opadały mu wdzięcznie na plecy.
Tak każdy kosmyk pytał się mości Pana czy łaskawie raczy odpowiedzieć na to zacne pytanie ,które brzmi następująco; „czy możemy wdzięcznie spocząć na Twych umięśnionych plecach i barkach ”

*wybucha nie pochamowanym śmiechem*
W niebieskich oczach odbijało się światło księżyca
 Kurwa jak romantyczne.
Rozglądał się po lesie i wdychał jego zapach.
Zapach „lasu” cannabis’owego. hymm… mniam !
Widać było, że też kocha przyrodę i ten las.
Dziewczyna obserwowała go z ukrycia. 
 Podglądała geja 
 No nawet kilka linijek wyżej napisała,że jest piękny.
.Nie widział jej, ale miała wrażenie, jakby wyczuwał jej obecność. Chciała się wycofać, lecz nadepnęła na suchą gałązkę. Cichy trzask rozległ się po lesie.
- Kto tam jest? - spytał blondyn sięgając po łuk i wyciągając strzałę.
Dziewczyna wyszła zza drzewa.
- Kim jesteś? - spytał raz jeszcze.
- Nazywam się Sandra di Sale. I... chyba się tu zgubiłam.
- Skąd jesteś?
- Z Paryża.
- A gdzie to jest? - niebieskooki się zdziwił i opuścił napięty łuk.
- We Francji. - ta rozmowa zaczynała się robić beznadziejna.
Ten dialog jest taki chujny jak to całe opko.
 Na pewno? Wiesz z logiki opka wybił mnie ten las węgierski
- To jak się tu dostałaś?
- Przez portal.  
Mówiłam ,że się suka teleportuje.
- Portal? - zamyślił się. - Chodź ze mną.  
Zgwałcę Cię ale nic Ci nie będzie,
- Nie znam Twego imienia, panie.
Taa.. Panie Boże od razu do każdego nieznajomego mów.-,-'
- Legolas.
- Miło mi poznać - dygnęła lekko tak jak uczyła ją mama.
 We Francji się dyga?W XIX wieku?
przestraszyła się czegoś ,że dygnęła ? tiki ma ?
Jego imienia ^^
- Zaprowadzę Cię do Gandalfa, on będzie wiedział gdzie jest ten... Paryż.
- Ale nie trzeba, panie. Ja... wrócę do domu.
- Przestań z tym "panem". - uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech, prawdziwego uroczego młodzieńca. - Mów mi Legolas.
- Dobrze - Sandra podeszła do niego i spostrzegła, że ma spiczaste uszy. - Masz... dziwne uszy.
- dziwnie wyglądasz.
- też dziwnie wyglądasz.
- a ty masz dziwną koszulę.
- a ty masz dziwną sukienkę.
- a ty masz dziwne oczy.
- a ty masz dziwną twarz.

- Jestem elfem.
- Elfem?  
-a ja dziwką!
- Tak. To najpiękniejsze i najszlachetniejsze osoby w całym Śródziemiu.
- Oo... - Sandra zdziwiła się. Gdzie ona w ogóle jest? Świat jak z bajki i jak teraz wrói do domu. Tak bardzo chciała zobaczyć Paryż.
 Na pewno? Wcześniej wyczytałam coś na temat tego,że nie chcesz tam wracać.
- Chodź. Zaprowadzę Cię do mego domu. Widzę, że niedługo wstanie nowy dzień.
- Dzień? - spytała wystraszona i zbladła jeszcze bardziej, o ile to było możliwe.
- Nie lubisz dnia? To piękna pora, wszystko wydaje się piękniejsze i bardziej kolorowe.
- Ja... ja muszę cienia. Nie mogę wyjść na światło dzienne,
Ja muszę cienia....buahahaha...przepraszam,ale to tak idiotycznie brzmi
- Jesteś uczulona? 
Tak kurwa na słońce -,-‘
- To skomplikowane.
- Dobrze. Opowiesz mi w zamku.
W dziurce od klucza.
Zapewne w takiej ^^
 Tam znajdziemy dla Ciebie jakiś ciemny kącik.
W okrągłym pokoju . 
- Legolas ruszył w stronę, z której przed chwilą przyszedł. 
 Cofną się. 
Mnie też się coś cofa...
Sandra poszła za nim. Nie wiedziała jak wytłumaczy mu to kim jest. Od razu się przestraszy i będzie po sprawie i skąd tu wziąść krew? Nie będzie piła ich ze szlachetnych elfów.
HIV’a mają ?
A co stało na przeszkodzie? Ich szlachetność?
I błagam "wziąć" nie "wziąść"...nie wszystko pisze się tak jak się słyszy. 
Westchnęła ciężko i chcąc nie chcąc poszła za Legolasem. Wiedziała, że jej ciężko w tym innym świecie.
Najbardziej zjebane imię Le Golas. Kurwa jak jakiś Pe Dofil.
To po Francusku zapewne^^


Z tą chwilą odchodzimy,ale gwarantujemy wam kolejną część z Wampirzycą i Elfem.
Analizowały idąca nie wiadomo gdzie Diablica i zirytowana Le Golasem Narkomanka

sobota, 2 kwietnia 2011

Rodzice w wypadku i naga focia Uzależnionej Od iPoda

Oto druga część historii o Meg, jej przyjaciołach, "przypadkowym" sąsiedzie i innych. W tej części dowiemy się, między innymi, że zasypianie to jakaś choroba.Więcej nie zdradzimy^^.
Analizowały: Diablica i Narkomanka 


Powiadam Wam-czytajcie i indżojcie.


Rano obudził mnie budzik. Chcąc, nie chcąc wstać musiałam. Poszłam więc szybko do łazienki, wyprostowałam włosy i podkreśliłam kredką oczy. podkreślone oczy kredką - są. Dodałam jeszcze błyszczyk i poszłam zanurzyć się w mojej szafie.
Najpierw wodne łóżko -jacht- teraz nurkowanie w szafie, lepiej niech się zapisze na pływanie rekreacyjne ale w basenie!
Mało się nie utopiłam zanurzając się w mojej szafie.
Włożyłam na siebie fioletowe rurki,[Takie?] szarą bluzkę w kolorowe gwiazdki i szare trampki. Byłam już gotowa, więc zeszłam na dół.
 Tak! Jest! Drodzy czytelnicy boCHaterka zeszła na dół!...jak w każdym opku*ziewa*
Zeszła na dół mieszkając na parterze - tylko MerySu tak umie.
Na lodówce wisiała karteczka:
                            " Pojechałam na zakupy, a tata do pracy.
                                Śniadanie masz na srole i nie zapomnij,
                                że dzisiaj jest twój pierwszy dzień w tej szkole! "
Srole? Postawili jej śniadanie w toalecie O.o Fu!
- Tak, to mi poprawiło humor[zapewne] - powiedziałam sama do siebie z ironią.

nie dziwię się
 Zjadłam śniadanie z WuCe-tu = mniam 

wzięłam torbę i ipoda od ,którego jest uzależniona 
i ruszyłam do szkoły. Włożyłam słuchawki w uszy i słuchałam muzyki idąc jak najwolniej
na pewno się nie spóźni 
Gdy doszłam na miejsce, okazało się, że jest już 8:20!
"- Pierwszy dzień w nowej szkole i spóźnienie.. wręcz idealnie!" - pomyślałam.
Trzeba było iść szybciej.
 Wbiegłam szybko do klasy, w której prawdopodobnie miałam godz. wych. Nauczycielka przywitała mnie ciepłym uśmiechem, a ja z niechęcią go odwzajemniłam.
- Poznajcie nową koleżankę. - zwróciła się do klasy - i bądźcie dla niej mili!
 Zbadałam klasę wzrokiem.. wydawali się być normalni. Przewróciłam oczami, a one powędrowały na ostatnią ławkę, w której siedział Justin Bieber!!
- " Bosko! Bd chodziła do kl z JB" - pomyślałam 
Bd/kl/JB-każdy pisze skrótami przy czym każdy mało co rozumie-by Diablica
- Megan, zajmij proszę miejsce obok Caitlin - powiedziała nauczycielka i wskazała mi ławkę przed Bieberem, w której siedziała.. ładna dziewczyna (xD). 

Gustuje w dziewczynach lecz jest zauroczona w nie jakim JB. - biseksualizm 
Śmieszyło ją to, że była ładna?
- OK. - rzuciłam cicho i poszłam na miejsce.
- Hej! - powiedziała, po czym uśmiechnęła się ciepło - Jestem Caitlin.
- Cześć, ja Meg, co już wiesz - odwzajemniłam uśmiech i usiadłam obok Cait.
 Lekcja minęła szybko. Zadzwonił oczekiwany dzwonek. Była teraz przerwa na lunch.
W Polsce jest to przerwa śniadaniowa. Sądząc po tym,że aŁtoreczka napisała lunch zakładam,że w Polsce nie jesteśmy.
Caitlin pokazała mi szkołę i mniej więcej przedstawiła wszystkich uczniów z naszej kl, którzy zasypywali mnie komplementami. Wydawała się być fajna (Cait), ale miała jedną wadę .... myślała, że jest najlepsza.
  Przerwa szybko nam minęła. Później była matma (aff :f)[chodzi ci o TO ], a następnie godzina wolna. 

Uczniowie w  Kraju-Którego-Nazwy-Nam-Nie-Podano mają okienka O.O
w Polsce też tak jest ale to się nie nazywa godzina wolna tylko ucieczka z lekcji albo wagary . 
Poszłam z Caitlin na boisko i usiadłyśmy na ławce w cieniu. Opowiedziała mi o sobie, jej bracie Christianie i o przyjaźni z JB. Ja również opowiedziałam jej o mnie. Bardzo ją polubiłam. Nie zaprzeczę nawet, że zostałyśmy przyjaciółkami
 Przyjaźń w pięć minut.
. Była bardzo podobna do mnie.. lubiła to co ja i wgl miała podobny charakter. "
- " Jednak nie zastąpi Carmen!" - pomyślałam sb. 
Za nią myśli sb.
Przegadałyśmy z Cait całą godzinę. Trzeba było biec na lekcję. Tak też zrobiłyśmy.. Dotarłyśmy pod kl, ale tam nikogo nie było.

reszta kl. postanowiła ,że nie bd lecieć w chuja i też zrobią sobie godzinę wolnego czyli kl poszła na wagary. Po chwili przyszedł Christian.
- Ej, co wy tu robicie? chcecie wpierdol ?Nie wiecie, że nasza klasa jest zwolniona

raczej zablokowana na komputerach szkolnych na wszystkich lekcjach
 z wszystkich lekcji?? 
Idziemy do domu!
ciota, wrócił po nie by nie 'nafrajerowały' na resztę klasy. 
krzyknął i wyszczerzył zęby.
lizus
- Super! - odpowiedziałyśmy jednocześnie z Cait, po czym wybuchłyśmy śmiechem. 

jak bomba atomowa 
I powstał grzyb po wybuchowy
- A tak wgl.. jestem Christian Beadles Junior. 

Senior Debil III 
powiedział kłaniając się
Przed Mary Sue każdy pada plackiem.
- A ja Meg - fuknęłam patrząc na niego dziwnie, a zarazem wyszczerzając ząbki.
- Nie popisuj się pajacu! - powiedziała Caitlin i szturchnęła go łokciem.
Chris wystawił jej język, ale tego nie zauważyła, bo byłyśmy już poza szkołą,

Caitlin nie zauważyła ale MEG tak. Stojąc tyłem!
były poza szkołą ale oczy 'Meg' zostały w niej i patrzyły się na 'Chrisa'.
To wszystko wyjaśnia^^
a mianowicie przed drzwiami wejściowymi.
były poza szkołą jednocześnie będąc przed głównymi drzwiami od szkoły ... 
No wiesz skoro oczy Meg zostały w szkole to może przed wejściem też coś zostawiła.
 Ruszyłyśmy więc w stronę domu. Cait mieszkała 6 domów wcześniej ode mnie więc resztę drogi musiałam przebyć sama.

z iPodem
Pożegnałam się z nią i ruszyłam. Gdy tak szłam, na przystanku zobaczyłam Biebera. Siedział na ławce i uśmiechał się do mnie, a ja czułam jak odpływam ... 
gondolą w stronę domu
Siedział na przystanku bo przecież chodzą do jednej klasy i mieszkają obok siebie.
Co z tego,że nasza boCHaterka przyszła na piechte.

______________________________

Po chwili ocknęłam się, otworzyłam oczy i zobaczyłam go stojącego przede mną.
- Chciałbym z tobą pogadać 
- powiedział tym swoim słodkim głosikiem.
typowy gangster amator
- taaaaaak... o czym ?
- Bo wiesz...
[ujebałaś mi prawego buta podczas upadku (przy mdleniu) i] Wydaje mi się,  że my się skądś znamy..
Aha. Czyli dziewczyna zemdlała, a on się wypytuje o jakieś pierdoły?
Ujebane buty to nie pierdoła ;p- Tak? To ciekawe, bo mi nie - powiedziałam, po czym ugryzłam się w język - Ale jestem twoją wielką fanką! - rzuciłam [mu słowa prosto w twarz] chcąc ratować sytuację.
- Tak, jak większość dziewczyn... [nic dziwnego to aŁtoreczka sŁitUwka] No nic.. Może się pomyliłem, ale wyglądasz mi znajomo.. 

pewnie zobaczył jej nagie zdjęcia na Nk albo Facebooku
Nawet jak ktoś nieznajomy powie mi cześć to mu odpowiem. Przecież znam go z widzenia^^
 uśmiechnął się i odszedł, bo zadzwonił jego tel. 
 Weszłam do domu i rzuciłam tylko krótkie "Już jestem!", po czym poszłam do swojego pokoju.
Usiadłam na parapecie, włączyłam ipoda

monotonny, rytuał aŁtoreczki 
i gapiąc się w okno pokoju Justina myślałam nad jego słowami.. "My się chyba skądś znamy". Myślałam tak dłuższą chwilę, próbując znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie, być może jego pomyłki. Moje rozmyślania przerwała mama.
- Kochanie, możemy pogadać?
- Tak jasne, wcale nie przeszkadzasz - powiedziałam z aronią. 

Aronią !!
Nie wiem dlaczego,ale po przeczytaniu tego zdania mam ochotę na herbatę.
- Ech... Na początku chciałabym zapytać jak było w szkole?
- Spox. [Spox] Poznałam fajną dziewczynę i już się zaprzyjaźniłyśmy! I chodze do klasy z JB! - uśmiechnęłam się.
- To świetnie, ale mam dla Ciebie wiadomość, która może Ci zepsuć humor, a mianowicie.. Rodzice Davida mieli wypadek..
- Co?! - przerwałam jej 'podrywając się na równe nogi'.

podrywała swoje nogi ?! 
- Co im jest?! 
są takie piękne ,zgrabne - jak żabie udka
Jak to kiedyś ktoś powiedział:"Miała długie,blond,kręcone...nogi"
- Daj mi dokończyć .. ! Mieli go jak jechali do Kanady. Są teraz w szpitalu, razem z Davidem.
- Żyją? - nie kurwa !
- Tak, [niestety] ale lekarz mówił, że są bardzo małe szanse..
- OMG! [w końcu o jedną rodzinę debili mniej] - czułam jak po policzku spływają mi łzy.
Ja to bym krzyknęła coś bardziej w stylu "To niemożliwe",szczególnie do tej łzy.
'OMG' typowa reakcja sŁituwki.
 Rodzice Davida byli dla mnie jak rodzina, jak ciocia i wujek. A on? Jak rodzony brat..
- A David?! Co z nim?!
- Jest ok. Jest teraz tylko w szoku [w takiej gumie do żucia] z powodu swoich rodziców.
- Taa, to niedziwne ..
- Mh,[mech] i wiesz .. myślę, że jakby jego rodzice .. no wiesz.. to David zamieszka z nami. Nie ma nikogo innego, a on i jego rodzice są dla nas jak rodzina.
- Oh mamuś! - płacząc wtuliłam się w mame.

nie no wow. rozmawia z mamą ale wtula się w ojca ,który jest w pracy..
- Jutro [NIE] jedziemy do nich do szpitala - powiedziała i wyszła z pokoju.

foch
 Rzuciłam się na łóżko i myślałam o Davidzie... W końcu zasnęłam.

a godzina to ,która była ? dobranocki jeszcze nie obejrzałaś "no helął panienko" tak się nie robi.
Czy boCHaterki to tylko zasypiają zaraz po rzuceniu się na łóżko?
...
Wstałam rano, było ok. 3.

3 to nie rano to jest jeszcze NOC !
 Dla jednych rano to piąta dla innych 10,ale żeby wstać o trzeciej w NOCY i powiedzieć rano?*sprawdza godzinę*
Wiedziałam, że już nie zasnę więc umyłam się, poprawiłam włosy i makijaż.
Spała z tapetą na ryju ! ;o jakie to higieniczne..
Dzisiak[David  czy Robert?]ubrałam się w czarne rurki, żółtą bluzkę i czarne trampki. Usiadłam na parapecie i zaczęłam pisać piosenkę i grałam ją na gitarze.  
usiadła na parapecie - jest ! brakuje iPoda.
Zazwyczaj talenty swoich bohaterów opisuje się na początku,ale skoro wyszło tak w trakcie to może nie stracimy.
Siedziałam tak dobre 4 godziny. Odłożyłam gitarę i spojrzałam przez okno. Zobaczyłam Justina, który przez sowje oko patrzył się na mnie uśmiechając się słodko.
Sowie oko? On patrzy sowimi oczami. Znaczy się ma taki wyraz twarzy? + słodki uśmiech 
Nagle usłyszałam głos mamy :
- Megi, chodź już! Jedziemy ..
- Ok
Poszłam więc do samochodu i odjechaliśmy. Nagle zadzwonił mój tel. Bała to Carmen.

Carmen się czegoś wystraszyła i tak odruchowo zadzwoniła do swojej psiapsiółki.
Co z tego ,że mieszka paręnaście km od niej i tak jej może pomóc w strasznej sytuacji  - Taak? Niie!
- Hej Meg. Wiesz już co się stało? 

jak powiesz to się dowiem -,-
- Tak, niestety.
- Ahm.. Co on teraz zrobii? 


Dostrzegam rozmnażające się samogłoski.
Wzmożona płodność.
- Jak to? Nie rozumiem..
- No bo byłam tam dziś.. jego rodzice.. oni..
- No co?!
- Oni nie żyją! - wybuchła płaczem Carmen.
- Co?! To niemożliwe! A on??
- Jest ok,[raczej jest z nim w miarę dobrze ,jakoś się trzyma] ale jest okropnie załamany. Nie wiem co z nim dalej będzie.. - rozłączyła się.

kulturalna rozmowa rozłączyć się w połowie zdania.
 Po 2 godzinach dotarliśmy do szpitala. Natychmiast pobiegłam do Davida.
- Hej - rzuciłam wchodząc do sali (Bo co miałam powiedzieć?) 


Hmm,na przykład "Jak się czujesz?"
no może coś w stylu "nie martw się bd dobrze!" ? - Cześć Meg - powiedział cicho.
- David.. , tak mi przykro z powodu tego co się stało! Ale nie martw się, zamieszkasz u nas.
- Taa ..
- Nie cieszy Cię to? 

rozdziera się ze skóry taki jest podekscytowany tą wiadomością nie widzisz !?
- Meg! Ty nic nie rozumiesz!!! Moi rodzice umarli i jak ja mam się cieszyć!? Ich tu nie ma, oni nie żyją!! - krzyczał płacząc.
- Tak.. Przykro mi, ale czasu nie cofniemy. Widocznie tak musiało być. Trzeba żyć dalej .. 
~*~*~*~*~*~*~
Wróciłam w końcu do domu. Było już późno więc poszłam się umyć i błyskawicznie usnęłam.

*oczami Justina*
On patrzy inaczej
 Leżałem na łóżku i myślałem o Megan. Miałem wrażenie, że ją skądś znałem.. Ale jak? Przecież ona jest nowa.. Podszedłem do mojej szafki i wyciągnąłem z niej duże pydełko.
z aktami wszystkich moich fanek z Nk i Facebooka.
Oto dowód na to,że na klawiaturze powinni umieścić jak najdalej od siebie "Y" i "U"
Wysypałem całą zawartość na łóżko. Mój wzrok pokierował się na pewne zdjęcie. Wziąłem je do ręki i oczom nie wieżyłem!
to była kolejna naga fotka Megan tym razem z pod prysznica.
On jakieś wieże ma na oczach? W źrenicach odbija mu się wieża.
- To ja i Meg! - powiedziałem sam do siebie.
 Zdjęć było więcej, a na każdym MY. Powoli zaczynałem sobie wszystko przypominać "Przecież 6 lat temu ona tu mieszkała!" - pomyślałem.
Wiedziałam, że jej matka to coś kręci z tą przeprowadzką.
 A tak w ogóle to ludzie przeprowadzają się głównie ze względu wad w ich mieszkaniu np.mały metraż...więc po kija tam wracali?
- Tak! Ja ją znam! 'Przyjaciółka z dzieciństwa ' .. - Powiem jej to jutro! Ciekawe czy mnie jeszcze pamięta.." - Tkwiło mi w głowie.
 Usnąłem... 
On też?  O.o Ja bym poszła do lekarza gdybym tak niekontrolowanie zasypiała.
 Rano obudził mnie budzik. Zerwałem się na równe nogi i zerknąłem na okno w jej pokoju. Jak zwykle rano  siedziała na parapecie i słuchała muzyki.

przecież to jej rytuał to co tu się dziwić ?! 
Ej jak ja codziennie słucham muzyki przy śniadaniu to źle?*wyrzuca wszystkie radioodbiorniki przez okno*
 Ubrałem się szybko i wyszedłem z domu. Usiadłem na przystanku i czekałem na nią. Nie siedziałem tam zbyt długo, bo po chwili się zjawiła.
- Hej Megan! - rzuciłem kolejny co rzuca słowami w innych
- Cze.. Cześć Justin - uśmiechnęła się słodko.
- Emm.. Pamiętasz jak wczoraj mówiłem, że chyba Cię skądś znam?
- Tak.. Myślałam o tym, ale nie znalazłam żadniego logicznego wyjaśnienia.. a ty?
- Mh. Otóż przypomniało mi się coś .. dziwne .. Bo Meg, ty już kiedyś mieszkałaś w Kanadzie. Tu w tym domu - wskazałem na jej dom. - Później wprowadziła się tu taka blondynka, twoja kuzynka.
- Hę? - zrobiła dziwną minę.
- Bożż.. - wyjąłem zdj z plecaka i dałem jej.
jebany antychryst 
Tworzy nam się nowy odłam religii chrześcijańskiej?
- OMG! To ty .. To ty i ja!?
- Nom, pamiętasz to?
- Wiesz chyba n.. - zaczęła mówić, ale przerwała.
Wyglądała tak jakby coś jej światło w głowie.
- Tak! Pamiętam! Byłeś moim BF! Jeju.. jak ja mogłam zapomnieć.. xD
  Całą drogę do szkoły przegadaliśmy o naszym dzieciństwie. Oboje przypomnieliśmy sobie wiele śmiesznych rzeczy. Mieliśmy z tego wszystkiego niezły ubaw..

no skoro były śmieszne to to jest oczywiste.
A ja mam przed oczami scenę jak Justinek śmieje się z tego jej nagiego zdjęcia.*wybucha niekontrolowanym śmiechem*
Zanim się zorientowaliśmy byliśmy już przed szkołą. Weszliśmy do klasy i rozpoczęła się lekcja. Całą matematykę przemyślałem o Megi. Ona była inna.. 
była antychrystem 
Widziała we mnie normalnego chłopaka, a nie super gwiazdora jak większość dziewczyn. I to sprawiało , że tak bardzo ją lubiałem .. 
Lubiałem patrzać na nioł gdyż była jak anioł.

              *oczami Meg*

Całą matmę myslałam tylko o nim. Był inny niż myslałam.. Był "normalny". Udało mi się znaleźć w nim przyjaciela. Czułam, że jemu we mnie też. Świetnie się dogadywaliśmy... jak starzy przyjaciele. W końcu w pewnym sensie nimi byliśmy...
 Lekcja dobiegła końca. Gdy wychodziłam z kl Justin złapał mnie za ręke  i wlepił w nią jakąś karteczkę. Wyszczerzył zęby i poszedł. Ja ją otworzyłam. Pisało tam:

jeżeli już to BYŁO NAPISANE *face palm*
                                        
                   "Przyjdź za 5 min na boisko szkolne."
wpierdol Ci spuszczą i się skończy dzień dziecka, które nie pamięta swoich przyjaciół z dzieciństwa.
Dostaniesz od dziewczyn bo za pierwszym razem nie dostałaś.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam we wskazane miejsce. Nie było dzisiaj w szkole Cait i Chrisa więc mogliśmy być sami. 

klasa liczy wiele osób ,a konkretniej 4.
 Dotarłam na miejsce. Justin już tam był.
- Hej Megi.
- No hej. Co ode mnie chcesz ?? - gapiłam się w jego czekoladowe tęczówki.

Jagodowe źrenice,śmietankowe rogówki,a całość zespolona była cytrynowym ciałem szklistym.
- Pogadać - pokazał mi jęzor.

;p
Zapewne^^ 
- A, to spox.
 Usiedliśmy na trawie w cieniu i gadaliśmy tak całą godzinę. Oczywiście o naszym dzieciństwie. Nagle Justin rzucił:
- Wiesz, że byłem w tobie po uszy zakochanyzakochany?
jąkał się czy to taki 'tik nerwowy' ?
Musiał jej to powiedzieć dwa razy w jednym ciągu bo by do niej niedotarło.
Zatkało mnie. JB we mnie?!
- Ahm.. Ja w tobie też - poczerwieniałam - Minęło Ci ?
- Tak, a tobie? - zerkał na mnie nerwowo.
- Mh. - uśmiechnęłam się nieszczerze.
 Zauważyłam, że jest trochę zdenerwowany, zmieniłam więc szybko temat.
- Od jak dawna przyjaźnisz się z Cait?
- Emm.. od 2 klasy - pokręcił twierdząco głową. - Jest świetną przyjaciółką, nie tylko dlatego, że nie piszczy na mój widok - zaśmialiśmy się oboje.
- Musi Ci być ciężko.. gdzi nie wyjdziesz tam tłum fanek... - przerwał mi
Gdzi? Aha chodzi ci o gza!
- Przy tobie jestem bezpieczny - puścił do mnie oczko.
- Ah tak? - popatrzyłam w jego błyszczące oczy.

czekoladowe tęczówki ,jagodowe źrenice i śmietankowe rogówki.
Patrzyliśmy się tak na siebie dobrą chwilę [na dobre i na złe] i powoli nasze twarze się do siebie zbliżały. Już prawie doszło do pocałunku, kiedy nagle zadzwonił dzwonek.
- Em.. to ja już pójdę - powiedziałam speszona.
- Tak, ja też.
 Wstaliśmy i poszliśmy w stronę klasy..
Najpierw mówią,że się kochają,później że im przeszło,potem mało się nie pocałowali.
Meg to była-ex-przyszła dziewczyna Biebera.
_______________________________________

Tak,oto smutny koniec Justinka Bieberka i jego byłej-ex-przyszłej prawdopodobnie dziewczyny Meg.
Kończą patrząca inaczej Diablica i mówiła milcząc Narkomanka